piątek, 11 maja 2018

Lesko – polskie Twin Peaks.


Okładka debiutanckiej powieści kryminalnej Pawła Ślusarczyka przykuwa uwagę w każdym calu. Tak samo jest z treścią „Mrocznej Tajemnicy Bieszczad”. Powieści tej nie można zakwalifikować tylko i wyłącznie do gatunku kryminalnego. Dzieje się tak między innymi dlatego, że autor serwuje nam pikantne wątki erotyczne okraszone nutką humoru. Na pewno każdy miłośnik kryminału, erotyku i dobrego humoru znajdzie w tej historii jakąś cząstkę siebie. Powieść to ciekawie utkana fabuła, wyraziste postacie, a to wszystko w tle historii w którą chcemy brnąć. Lesko w którym dzieje się akcja książki, dotychczas kojarzyło mi się z latami młodości, gdy byłem w tym urokliwym mieście na wakacjach. Dziś dzięki autorowi przywodzi na myśl powieść, którą warto przeczytać, a sprzyjający temu okres wakacyjny podkręci atmosferę świetnej lektury. Książka bogata jest w wiele intrygujących wątków, których mianownikiem wspólnym jest tajemnicze morderstwo młodej Diany Borek.
Autor umiejętnie komponuje fabułę, trzymając nas w napięciu oczekiwania na rozwiązanie zagadki zbrodni. Wszelkie tropy jakimi podążamy na każdej ze stron mogą wskazywać na kilku sprawców zbrodni. Nie ma tutaj prędkiej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie – kto zabił? Chęć poznania personaliów mordercy pchnie nas do przewracania kolejnych stron. Autor umiejętnie osadził tło powieści w klimacie górskim. Czuć tu nie tylko powiem halnego, lecz również zauważalna jest gwara Bieszczad, której jesteśmy świadkami chociażby przy okazji przesłuchania Jarosława Boguckiego. Paweł Ślusarczyk wykazał się umiejętnością budowania nastroju kompozycji powieści, dodając do niej nie tylko wątki kryminalne, lecz przemyślane i budzące zmysły opisy erotyczne.
 Taka pikanteria na pewno dodaje uroku powieści, podsyca czytelnicze doznania, powodując, że nie puścimy tej książki nie tylko do ostatniej strony, lecz również do ostatniego tchu. Takie połączenie świetnie się sprawdza i jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jest również dowodem na to, że autor jest w stanie odnaleźć się w kilku gatunkach nie szufladkując się tylko i wyłącznie w jednych ramach literackich. Autor miał ciekawy pomysł na wciągającą powieść i go obronił. Książka fascynuje zawiłością intrygi, specyficznym klimatem akcji, która jest efektem nieszablonowego podejścia twórcy do komponowania fabuły. Książka budzi wiele emocji, a jej niepowtarzalny klimat elektryzuje trzymając nas w napięciu, któremu nie chcemy stawiać oporu, lecz zamierzamy brnąć natężając swoją ciekawość do rozwikłania zagadki „Mrocznej Tajemnicy Bieszczad”. Pan Paweł bez wątpienia wykazał się umiejętnością pisania, tworzenia ciekawych historii, które warto poznać, przeżyć i niejednokrotnie powracać we wspomnieniach świetnej, wartościowej i wciągającej lektury, podczas której, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Lesko jawi się nam jako miasteczko Twin Peaks. Amerykanie mają swojego Marka Frosta i Davida Lyncha, a my mamy to wszystko w jednej osobie Pawła Ślusarczyka. „Mroczna Tajemnica Bieszczad” to debiut literacki autora. Na tyle udany, że nie będzie tajemnicą, jeśli powiem, że z niecierpliwością i wypiekami na twarzy czekam na kolejną powieść. I jestem pewien, że nie jestem odosobniony w tej opinii i wyczekiwaniu. Tak już na zakończenie serdecznie dziękuję Pawłowi Ślusarczykowi za świetną książkę wraz z dedykacją. Zapewniam, że zapach bieszczadzkich zagadek towarzyszył mi przez cały czas czytania i jest ze mną nadal na myśl o wspomnieniach wyjątkowej przygody z książką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz