poniedziałek, 30 października 2017

Traf(io)ny wybór.


„Trafny wybór”, J.K. Rowling należy do tej grupy książek, która jest tak samo krytykowana jak podziwiana. Z czego może to wynikać? Możliwe, że po sukcesie przygód Harry Pottera, czytelnicy oczekiwali od Pani Rowling dzieła, który przebije bądź też zrówna się z sukcesem poprzednika. Dlatego fani Pottera wysoko podnieśli poprzeczkę. Z kolei sympatycy „Trafnego wyboru”, możliwe, że nie czytali wcześniejszych książek autorki, dlatego też nie oceniają jej przez pryzmat wcześniejszych. Na pewno Pani Rowling należą się brawa za zmianę gatunku. Dla każdego pisarza, jest to trudne, ryzykowne, może przysporzyć nowych miłośników, albo odwrócić od siebie poprzednich. Myślę, że autorka udźwignęła próbę i udowodniła swoje możliwości pisarskie. Książka na pewno nie należy do łatwych w czytaniu. Jest w niej wiele postaci, wiele wątków – jednak ten jeden wspólny krąży wokół śmierci Barry'ego Fairbrothera - lokalnego polityka miasteczka Pagford. „Trafny wybór”, jest trafną diagnozą społecznych zachowań, dlatego też może być ciekawą lekturą dla każdego socjologa. Ale i nie tylko. Pani Rowling dokonała charakterystyki społecznej ludzkich zachowań w walce o wpływy i władzę. Przekazywanie informacji o śmierci Barry'ego jest stu procentowym odzwierciedleniem zachowań sąsiadów spod bloków, którzy prędkością w przekazywaniu informacji o współlokatorach prześcigają samego Usaina Bolta. Wakat po zmarłym Fairbrotherze daje wielkie pole do popisów lokalnym politykom. Tutaj również niczym w zwierciadle możemy przeglądnąć się we współczesnej polityce na szczytach władz całego świata. Walka o wpływy i władzę w Pagford przybiera na sile, każdy chce zdobyć wolne miejsce, bo przecież nie można pozwolić na to, by „gotówka kapała na puste krzesło, nie natrafiając na niczyje kolana. Zdaniem mieszkańców aspirujących do tej funkcji owe krzesło nie było „dla nich pustym miejscem, lecz pełną możliwości kieszenią czarodzieja”. J.K. Rowling w książce „Trafny wybór”, dokonała nie tylko trafnego zilustrowania ludzkich zachowań wynikających z walki o wpływy i chęci uzyskania korzyści politycznych, ale również pokazała zachowania młodzieży. Moją uwagę przykuły również opisy młodzieńczych fascynacji płcią przeciwną, opisy zauroczenia, pierwszej miłości. Sytuacja, gdy Andrew przejeżdżał obok domu Gai Barden, podczas której w jego głowie kłębiło się milion myśli zafascynowanego młodzieńca, przywróciły we mnie wspomnienia z lat młodzieńczych, gdy przypadkowo spotkałem na ulicy dziewczynę, która była obiektem moich westchnień. J.K. Rowling nie szczędzi nam dużego poziomu wulgaryzmu, ale bądźmy szczerzy świat, który nas otacza również nam go nie skąpi. Zachowania i słownictwo młodzieży Pagford i Fields są żywcem wyjęte z dzisiejszego świata realnego. Książka jest poważną lekturą poruszającą współczesną problematykę, gdzie kłamstwo i egoizm są na porządku dziennym, a ludzie walcząc o wpływy są w stanie zapomnieć o podstawowych ludzkich wartościach. J.K. Rowling pisząc tą książkę dokonała trafnego wyboru chcąc pokazać czytelnikom, że nie da się zaszufladkować jako autorka Harry'ego Pottera, ale trafnie pokazała nam, że może napisać również świetną książkę innego formatu, przez co nadal utrzymuje się w formacie bestsellerowych autorów współczesnego świata. Polecam – naprawdę, tak książką to „Trafny wybór”.






sobota, 28 października 2017

RAJdy to Jego RAJ.


Krzysztof Pyzia w kolejnej książce „Kajto. Jadę po swoje”, zabiera nas w rajd, podczas, którego poznajemy historię rajdowego mistrza Europy. Kajetan Kajetanowicz, bo o nim właśnie mowa – sukcesywnie do przodu gnał do mety z napisem mistrzostwo. Książka ta obrazuje każdy etap, ścieżkę rajdowych sukcesów KAJTO. Kajetan jak sam przyznaje, już od najmłodszych lat został „zarażony rajdami”, a Adam Małysz mu wtóruje mówiąc „że samochody go słuchają”. Wywiad rzeka jaki z mistrzem Europy przeprowadził mistrz dialogu, jest dowodem na to, że poświęcenie się pasji oraz wiara w swoje możliwości w dążeniu do celu, jest bardzo ważna by zdobywać szczyty. KAJTO całe swoje życie podporządkował miłości do czterech kółek, sprzedając sklep, postawił wszystko na jedną kartę i wygrał – wygrał spełnienie marzeń. Postawa Kajetana może być wzorem dla młodego pokolenia, że ciężka praca, stawianie czoła pojawiającym się trudnością nie tylko tworzy nasz charakter, ale prowadzi nas do zwycięstwa. Rozmowa w której „uczestniczyłem”, pokazała mi człowieka bardzo optymistycznie nastawionego do życia, który będąc na szczycie sławy pozostał człowiekiem „zachowując przy tym pozytywne, ludzkie wartości”. Nie bez powodu napisałem, o rozmowie, w której uczestniczyłem. Fakt, nie byłem osobiście, lecz czytając książkę można odnieść wrażenie, że jest się trzecim uczestnikiem przysłuchującym się trwającej rozmowie. Jest to bez wątpienia zasługa umiejętności prowadzenia rozmowy przez Krzysztofa Pyzia. Nie jest to rozmowa według schematu zadać pytanie, wysłuchać, zadać kolejne i tak dalej. Dziennikarz elastycznie prowadzi rozmowę, umiejętnie a zarazem luźno zadaje pytania, reagując na to co dzieje się tu i teraz. Zatem mogę powiedzieć, że ja tej książki nie czytałem, ale uczestniczyłem w rozmowie. Czuć było, że Panowie zaprosili nas do wspólnej rozmowy. Zresztą co będę mówił, przeczytacie, to zrozumiecie co mam na myśli. Książkę „KAJTO. Jadę po swoje”, polecam nie tylko miłośnikom rajdów, ale również takim laikom jak ja, gdyż opisy są tak wiarygodne, zrozumiałe, jakbym siedział obok na miejscu pilota, był w ekipie mechaników – po prostu współtworzył team Kajetana Kajetanowicza. Dzięki książce możemy od kuchni wejść w świat wyścigów, poznać kulisy rajdów i ich organizację. Kajetanowicz nawet dzieli się z nami poradami jak skutecznie można ćwiczyć swoją koncentrację, pokazując jednocześnie jakże ważna jest ona podczas wyścigów. Wystarczy ułamek sekundy nieuwagi i dzwon zaliczony. I tu bez wątpienia znaczenie ma pełne zaufanie w całej grupie, ale przede wszystkim na linii kierowca-pilot, bowiem „gdy gnasz 200 kilometrów na godzinę”, każda sekunda jest na wagę złota mistrza Polski i Europy. Ekstremalne warunki to nieodzowny element każdego wyścigu. Tylko ludzie o nerwach ze stali, potrafią zachować zimną krew, gdy przy ogromnej prędkości odpada drążek do zmiany biegów lub kierownica, albo ptak wpada nam do daszka na wlocie powietrza. Dlatego jak mistrz sam przyznaje „symbioza z zespołem jest bardzo ważna”. Aż dziw bierze, że w tym wszystkim uczestniczy człowiek, który ma chorobę … lokomocyjną, a mimo to, już jako młody chłopak wykazuje się szybkością nauki jazdy, bowiem z dwudziestu przepisowych godzin, wystarcza mu zaledwie dziesięć, by potrafić umiejętnie „władać” kierownicą. Krzysztof Pyzia i Kajetan Kajetanowicz zaserwowali nam wielką jazdę na krawędzi, a my siadając na fotelu pasażera poznajemy człowieka pozytywnie nastawionego do życia oraz jak dodaje Krzysztof Hołowczyc, człowieka, który „konsekwentnie jedzie po zwycięstwo, zdobywając kolejne tytuły. Książka wzbogacona jest również o wypowiedzi znany sportowców, którzy potwierdzają wysoką klasę Kajetanowicza. Z kolei fotografie oraz pigułka najważniejszych osiągnięć mistrza potwierdzają, że KAJTO wielkim rajdowcem jest. Myślę, że warto poznać biografię człowieka, dla którego RAJdy to istny RAJ. Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami szybkiej jazdy, i nie czujecie zapachu spalin i unoszącego się kurzu, to i tak polecam książkę „wszystkim, którzy mają zamiar uwierzyć w siebie, zachowując przy tym pozytywne, ludzkie wartości”




poniedziałek, 23 października 2017

Walka z życiem o życie.


„Przypadki Agaty W.” to książka, która od pierwszych stron przykuwa uwagę. Opis wypadku oraz stan emocjonalny Agaty jest tak sugestywnie opisany, że czytający ma wrażenie, jakoby on sam był ofiarą wypadku, czuł ból oraz stan śmierci klinicznej jaki przechodzi bohaterka. Pani Sandra umiejętnie wprowadza nas w ten stan, a doskonały warsztat pisarski pozwala zadać sobie pytanie, czy aby autorka nie opisuje swoich prywatnych wydarzeń związanych z doświadczeniami z życia Agaty? Opis ten zdaje się być udaną próba autopsji tych zdarzeń. Tak jak przy pierwszym spotkaniu – pierwsze pięć minut ma znaczenie, tak w przypadku książki, prolog decyduje czy odkładamy ją na potem, który nigdy nie powraca, czy zostajemy z książką, i pozwalamy jej płynąć. I tak samo było w przypadku książki Pani Sandry – kupiła mnie bez reszty, owładnęła moimi wszelkimi zmysłami poznawczymi, zachęcając do dalszego zgłębiania „Przypadków Agaty W.”. Moją uwagę przykuł również opis stanu depresyjnego, gdzie opisane są zachowania osoby, która jest doświadczona tym uczuciem. Tu po raz kolejny autorka wykazała się tak silna sugestią, że w pełni współodczuwałem te emocje. „Przypadki Agaty W.”, jest książką, którą można zakwalifikować do wielu gatunków, nie można zamknąć jej w ramy jednogatunkowej szuflady literackiej. Każdy znajdzie tutaj bogate opisy erotyczne, również sceny z gatunku fantasty, gdzie główna bohaterka zmierza się ze swoimi lękami i strachem, próbując pokonać żywioły. Również znajomość Agaty i wsparcie jakie uzyskała ze strony Pana Perdiauxa może być świetną lekturą dla każdego coacha. Zaznaczę tu jednak, że książka nie jest poradnikiem, jest czymś więcej – jest drogowskazem dla każdego, kto codziennie podejmuje walkę z życiem o życie. Jest tu również ukazana wartość życia. Agata negatywnie doświadczona, próbuje popełnić samobójstwo. Jednak w zetknięciu ze swoimi lękami boi się ich w obawie o utratę życia. Bardzo ważna jest dla niej znajomość z Marie, która pomaga jej zwyciężyć swoje słabości. Nie bez znaczenia dla Agaty jest scena z kopaniem sobie grobu, gdzie dokonuje ona swoistej spowiedzi przed samą sobą, która de facto jest dla niej niczym innym jak oczyszczeniem z życiowych toksyn. Dzięki temu bohaterka odnajduje harmonie a jej serce „bije razem z sercem ziemi”. Sandra Borowiecka uświadamia nam, że nie możemy brać odpowiedzialności za czyjeś życie, natomiast „to co się dzieje jest wypadkową naszych wyborów i decyzji, które podejmujemy każdego dnia”. Czy książka jest osobistą terapią autorki, która wylewa żale, oczyszcza się? Kto wie? Ale jedno wiem na pewno – powieść ta dodaje siły walki, jest akumulatorem do mierzenia się z życiem, do spełniania własnych pragnień. Pani Sandra pisząc tę książkę pozwala „zrozumieć po co żyjesz. Kim jesteś, albo kim chcesz się stać... pozwala Ci zrozumieć przeszłość i jej wpływ na teraźniejszość. W żyłach Sandry Borowiecky płynie krew AGAPE, a „Przypadki Agaty W.”, to Atrakcyjne Genialne Arcydzieło Pisarskie Ewidentnie. Chcesz wiedzieć, jak walczyć z życiem o życie i znaleźć sens w bezsensie i odrzucić bezsens sensu sięgnij po tę książkę. Oczyszcza z toksyn i pozwala żyć !!!

Premierze książki "Przypadki Agaty W.", będzie towarzyszył start akcji społecznej „Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę”. Ponadto, z każdego sprzedanego egzemplarza, wydawnictwo przekaże 30% ceny na rzecz fundacji działających na rzecz ofiar maltretowania w rodzinie i molestowania seksualnego. Oparta na faktach historia dziewczyny, która odkryła, że w jej żyłach płynie Agape.


sobota, 14 października 2017

Wszyscy zostaliśmy oszukani.


Kontynuacja „Ani Żadnej Rzeczy”, czyli druga książka Sandry Borowiecky „Która Jego Jest” to kolejna dawka wysokiego poziomu emocji oraz akcji bez chwili wytchnienia. Książkę rozpoczyna mocne wprowadzenie uświadamiające nam, że każdy z nas z osobna został oszukany. Oszukany przez hierarchów kościelnych przywłaszczających sobie „monopol na zbawienie, na tworzenie historii wiary i zarządzanie nadzieją na miłość Boga. Oszukany przez elity polityczne, które po drugiej wojnie światowej podpisały pakt z diabłem w celu stworzenia nowego ładu. W drugiej część mrożącego krew w żyłach wyścigu Zoji z czasem, zło trwa w najlepsze, gdzie ciężko jest odróżnić kto z towarzyszących jej osób jest przyjacielem, a kto wrogiem. Czas gra tu znaczącą rolę, wszystko zmienia się z minuty na minutę, a sprawy przyjmują nieoczekiwany obrót. Jak wiele może zmienić się w przeciągu kilku minut? Godzina 17.48,17.55,18.11? Wiele. Bardzo wiele. Nie wiadomo tak naprawdę, kto stoi po właściwej stronie wiary oraz co bardziej podkręca napięcie jaka „wiara”, jest tutaj jedyna i słuszna. Główna bohaterka książki to kobieta o stalowych nerwach, potrafiąca szybko niczym kameleon przystosowywać się do zmian, bowiem „jej życie zmienia się z sekundy na sekundę, a wszystko przybiera coraz bardziej nieoczekiwany obrót”. Sandra Borowiecky nie szczędziła jej huśtawki przeżyć, dzięki czemu czytający może poczuć się jak na karuzeli emocjonujących doznań, przez co historia opowiedziana w książce jest jak dobrze skrojony garnitur od Armaniego. Książka „Która Jego Jest”, kusi pikanterią smaków, której pozazdrościć mógłby niejeden światowej sławy kucharz. Sandra Borowiecky po raz drugi dawkuje nam garść kontrowersyjnych faktów, przez co książką intryguje nas od początku do końca. Autorka umiejętnie łączy wiele gatunków w jeden – mamy tutaj wartką przygodę walkę, gonitwę z czasem, a to wszystko przeplatane w poczuciu dobrze skonstruowanego thillera. Sensacji i pikanterii historii dodaje również walka agend wywiadowczych o wpływy w kościele. Proces walki o wpływy i ukazane powiązania uświadamiają nam, że nad nami są „nad-ludzie”, którzy rozdają karty, a otaczająca nas rzeczywistości to efekt rozgrywek na górze. Sandra Borowiecky oddała czytelnikom owoc swoje trzy letniej pracy poświęconej nie tylko samemu procesowi pisania, lecz również pracy w zgłębianiu wiedzy na temat teorii spiskowych i powiązań świata polityki z hierarchami Watykanu. Autorka po raz drugi dawkuje nam ostrą jazdę bez trzymanki – jazdę, która ma swój zaskakujący, niespodziewany koniec. Nie mogę zdradzić jaki. Niech recenzja pozostawi Was w niedosycie, niepewności. Gdybym nakarmił Was tą wiedzą, bylibyście najedzeni, bez apetytu na książkę... a tak poczujecie głód, a jedynym antidotum na jego zaspokojenie, będzie sięgnięcie po „Ani Żadnej Rzeczy”, która gwarantuje kęs mięsistej i krwistej historii, która zaspokoi apetyty każdego konesera dobrego smaku.



niedziela, 8 października 2017

Krwawa Karta Kościoła - Eli, Eli, lama sabachthani?


Sandra Borowiecka to polska Dan Brown, a Zoja to siostra bliźniaczka Lisbeth Salander. Takie między innymi konkluzje nasuwają się po przeczytaniu debiutanckiej książki Sandry Borowiecky. Wielkie brawa za brawurę – akcja goni akcję, w jednej chwili wróg staje się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. Trzeba mieć nie lada wyobraźnię, by taką historię wymyślić, w oparciu o prawdziwe, niechlubne wydarzenia związane z teoriami spiskowymi dotyczącymi relacji nazizmu z Watykanem. Książką wciąga od pierwszych stron, a zawarte w niej tajemnice i szyfry nie pozwalają puścić jej do ostatniej kartki. W historii opowiedzianej przez autorkę nic nie dzieje się bez przyczyny. Jedno następuje po drugim a drugie jest następstwem pierwszego. Pani Sandra napisała książkę ambitną dla ambitnych, zachęcającą nas do szukania, zgłębiania swojej wiedzy na temat historii kościoła, powiązań Papieża Piusa XII z Hitlerem. Podczas czytania tej publikacji czytelnik „zmuszony”, jest czasami do odłożenia tej książki (nie ze względu na nudę – bo takiej tu nie ma), ale tylko i wyłącznie po to, by poszukać informacji w innych źródłach (ale nie dlatego, że nie wierzymy Pani Sandrze), lecz tylko i wyłącznie w celu zgłębienia wiedzy na temat historii, do której poznania zachęca nas „Ani Żadnej Rzeczy”. Książka spełnia wszelkie kryteria by stać się kasowym hitem Hollywood, a więc Pani Sandro proszę wyczekiwać telefonu od Rona Howarda. Książka napisana jest lekkim językiem, natomiast historia do działo i dzieło najwyższego kalibru uświadamiające nam, że w dziejach Watykanu „Są takie sprawy, o których nawet Pan Bóg nie powinien pytać”. „Ani Żadnej Rzeczy”, jest debiutem autorki, który wciąga do cna, ujmuje swoją bezkompromisowością odnoszącą się do faktów, których poznanie powoduje, że krew zastyga w żyłach. Sandra Borowiecky ukazuje tutaj sieć powiązań świata polityki i religii – powiązań, które od dawien dawna powodują, że te dwa światy przenikają się, tworzą symbiozę, w której muszą żyć, ponieważ takie połączenie jest dla nich jak tlen. Jest wiele źródeł dowodów na to, że Kościół współpracował z Hitlerem, który nasączony był wizją stworzenia nad człowieka. Książka nie tylko ujmuje wartością i wartkością akcji, lecz również tło historyczne dziejów kościoła jest cennym źródłem informacji o religii i wierze. Pani Sandra Borowiecky w oparciu o wiele źródeł informacji, w swojej książce przedstawia niechlubną sytuację Watykanu podczas II wojny światowej, przez co wiadomości są bardzo szokujące. Jednak autorka zachowuje profesjonalny obiektywizm, nie ocenia, nie krytykuje, nie agituje to potępienia niechlubnej historii Kościoła – rzetelnie przedstawia fakty, takie jakie są, ocenę zostawiając nam samym. Być może przez pewne środowiska Pani Sandra będzie krytykowana, ale „Qui sine peccato est primus lapis proiectus. By nie kończyć zbyt poważnie, chciałem dodać, pewną prywatę. Otóż Sandra Borowiecka pisząc książkę wykazała się nie tylko zdolnościami pisarskimi, lecz również umiejętnościami przepowiadania przyszłości. Być może zabrzmi to trochę egocentrycznie, ale w książce autorka sześciokrotnie użyła słowa czytnik, czyżby już wtedy wiedziała, że powstanie blog książkowy o takiej właśnie nazwie, który będzie miał przyjemność zrecenzowania „Ani Żadnej Rzeczy”? Hmm. „Niezbadane są wyroki boskie”.




Autorka zdjęcia: Tatiana Duda





wtorek, 3 października 2017

Pięt(k)no religijnego pochodzenia.


„Bez wytchnienia”, to trzecia książka Michała Matuszaka, którą czyta się jednym tchem. Tytuł dogłębnie odzwierciedla stan jaki towarzyszyć może czytelnikowi. Powieść jest bardzo śmiałą futurystyczną wizją dla przyszłości Polski i Europy wobec wszechogarniającej pewne elity mody na multikulti. Autor daje nam do myślenia co może stać się z naszą europejską kulturą w przypadku zbytniego zróżnicowania społecznego pod kątem religijnym. Jest to książka mocna gatunkowo, nacechowana protestem z nacjonalistycznymi cechami społecznymi. W odważny sposób przeciwstawia się względem obecnego nurtu politycznego, jednocześnie zarzuca, że „Panowie w garniturach się obudzili parę lat za późno. Za chwilę będziemy mniejszością we własnym państwie”. Książka jest matrycą antagonistycznych stosunków między wyznaniami religijnymi, które istnieją od dawien dawna jeśli nie powiedzieć od samego początku. Adam – główny bohater książki, przez cały czas był indoktrynowany przez swojego ojca „że jedyne, co łączy muzułmanów, żydów i chrześcijan, to wrogość”. Zmuszony został on do wzięcia udziału w Obozie Miłosierdzia Bożego, gdzie próbowano „resocjalizować przypadki religijnej nieprawomyślności”. Michał Matuszak w odważny sposób przenosi nas do przyszłości, w której Polacy - katolicy stają się uciemiężeni przez przedstawicieli wrogiego wyznania religijnego. Sam początek książki, to realistyczny opis ukrywania się lokalnego społeczeństwa w piwnicy, która w trakcie bombardowania jest jedynym bezpiecznym miejscem. Dzięki temu zabiegowi, opisowi, możemy tu w Polsce z perspektywy naszego kraju przenieść się chociażby do Syrii czy też innych państw arabskich, gdzie takie emocje strachu dla tamtejszych mieszkańców to chleb powszedni. Pan Michał rysuje nam obraz osiedla, gdzie „zamiast parkingu wypełnionego limuzynami i prywatnymi śmigłowcami, znajduje się ciężki sprzęt....”. Możemy zatem poczuć jak to jest możliwe, że w kraju, gdzie 90% Polaków to katolicy, swoje wpływy rozszerzają muzułmańscy ekstremiści. Autor książki zmusza nas również do dyskusji na temat demokracji – czy jest ona właściwym narzędziem, a może jest to najgorszy ustrój, który poprzez wolność kulturową i religijną powoduje rozpanoszenie i samowolkę społeczną. Autor w książce sprawnie przemyca swoją opinię na temat ówczesnych elit politycznych oraz zasad jakimi oni się kierują. Bardzo spodobała mi się teza, o tym, iż obecnie politycy wykorzystują religię jako narzędzie sprawowania władzy, a bojaźń boża jest doskonałym narzędziem w kierowaniu ludzkimi umysłami, które obarczone poczuciem lęku przed innowiercami są podatne do manipulowania. Zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tą książkę i uświadomienia sobie wielu ważnych aspektów społecznych XXI wieku. Warto zastanowić się nad tym, że „zasady, które teraz obowiązują, nie są nadane przez Boga, ale przez ludzi rządzących... kłamliwych polityków, którzy sobie upatrzyli religię jako przyrząd do sprawowania władzy i najłatwiejszy sposób kontrolowania mas”. Jak sam autor przyznaje „Książka ma unaocznić częstą obłudę religii, każdej, nie tylko islamu". „Bez wytchnienia”, to bez wątpienia książka, którą polecam każdemu, komu nie są obojętne współczesne losy świata, gdyż jest ona obrazem patrzącym ku przyszłości – przyszłości, której bieg możemy jeszcze odwrócić. Niech publikacja Michała Matuszaka będzie dla nas takim drogowskazem.





niedziela, 1 października 2017

Piękna historia miłosna.


Słowami piosenki Edith Piaf „La belle historie d'amour” – tak w skrócie można opisać najnowszą powieść Magdaleny Ludwiczak. Czwarta książka „Tęskniąc w obie strony”, serwuje nam dawkę niezapomnianych emocji, jest bogata w wiele ciekawych, interesujących wątków z miłością i algierskimi zwyczajami w tle. Mnogość bohaterów oraz ujmujących historii jest tak bogata, że autorka ze swym kunsztem literackim mogłaby rozpisać ją spokojnie na dwie książki. Co prawda tło książki inspirowane jest prawdziwymi wydarzeniami związanymi z wyjazdem pewnej lekarki do Tebessy. Jednak wydarzenia opisane pokolenie wcześniej, pokazują, że Pani Magdalena ma bardzo kreatywną, ciekawą wyobraźnię. Książkę rozpoczyna poruszająca historia Agathy, której zawierucha wojenna nie poskromiła złych przeżyć, a „Bóg zamknął wtedy oczy lub zapomniał o świecie na ponad pięć lat”. Jednak jak to bywa w twórczości Pani Magdaleny, Agatha spotkała w swoim życiu dobrych ludzi, którzy wraz z nadaniem jej nowej tożsamości tchnęli nowe życie w Agatę. Tak jak we wcześniejszych książkach nie zabrakło tutaj odwołań do prywatnych zamiłowań autorki. Umiłowanie wobec sztuki jest tutaj bardzo widoczne. Pani Magdalena ukończyła liceum plastyczne, a wiedzę zdobytą w szkole przelewa na kartki swej najnowszej powieści, co wzbogaca ją w interesujące informacje na temat dzieł sztuki oraz historii zrabowanego podczas II wojny światowej obrazu „Dziewczyna z gołębiem”. Autorka nie tylko dzieli się z czytelnikiem wiedzą dotyczącą sztuki, ale w zręczny oraz inteligentny sposób wplotła w książkę wątki biograficzne na temat Edith Piaf. Główną bohaterką książki jest Anna, córka Agaty, a matka Joanny. Historia trzech pokoleń kobiet jest obrazem zawiłych, wielowątkowych losów życiowych ścieżek. Każda z kobiet niesie bagaż życiowych doświadczeń. Wartością dodaną książki jest bez wątpienia tło gorącego słońca Algierii. Autorka ukazuje nie tylko uroki krajobrazu Tebessy, ale dzieli się z nami zwyczajami tam panującymi, prezentując świadomość kulturową oraz światopogląd państw arabskich. Dobitnie pokazana jest tutaj tragedia arabskich kobiet. Bardzo wstrząsnęła mną informacja, że kobiety, które urodziły nieślubne dziecko to hańba dla rodziny, a dzieci takich matek zostawiane są na pastwę losu. Nie rozumiem dlaczego potępia się tylko kobiety, przecież – do tanga trzeba dwojga!!! Dlaczego tak samo nie ocenia się mężczyzn? Książka jest doskonałym antidotum na długi jesienny, samotny wieczór – jeden wystarczy, bowiem książkę czyta się z zapartym tchem.