Max
Czornyj maksymalnie napina ścięgna wytrzymałości ludzkiej
wyobraźni. Debiutancki „Grzech”, autora przekracza wszelkie
granice wrażliwości stawiając ją przed wielką próbą odporności
na ogrom okrucieństw, które przeżywają ofiary psychopatycznego
mordercy. Książkę czyta się z zapartym tchem – a każda akcja i
każde następne morderstwo przeraża okrucieństwem zaciskając na
gardle klamrę strachu. Max Czornyj jest kryminalnym odkryciem tego
roku, a jego debiutancka książka jest mistrzowsko stworzoną
fabułą psychopatycznego mordercy. Autor misternie opisuje
okrucieństwa, jak choćby zaszycie ust ofiary poddawanej torturom,
której równocześnie podawane są substancje zwiększające ilość
tlenu, tak by mogła ona być przytomna i jak najdłużej odczuwać
ogrom zadawanego bólu. Samo czytanie przyprawia nas o gęsią
skórkę, powoduje, że przeszywa nas dreszcz rożnych emocji,
poprzez ból, niesmak wobec „wymyślności” tortur oraz
świadomość jak długo człowiek jest w stanie wytrzymać takie
cierpienie. „Grzech”, przekracza pewne granice tabu, dotyka
bariery wrażliwości. Jedni mogą odczuć odrazę, oburzyć się,
pomyśleć „jak tak można?” Inni z kolei powiedzą, przecież to
tylko fikcja literacka, wymysł autora, dzięki któremu czytając
książkę możemy w opisach zbrodni przejrzeć się niczym w
lustrach, które „są jak zwierciadła duszy. Nawet
najszlachetniejsze z nich zawierają skazę”. Pytanie – czy mamy
odwagę się w nich przejrzeć?, bowiem może się okazać, „że
świat zbudowany jest całkowicie na odwrót, niż tego chcemy”.
Akcja powieści rozgrywa się w Lublinie, a czoła bezwzględnemu
mordercy stara się stawić Brudny Harry – kontrowersyjny komisarz
Eryk Deryło. Max Czornyj wprowadził również postać profilera –
Miłosza Tracza. Początkowo komisarz sceptycznie patrzy na taką
współprace, oceniając profilowanie jak wróżenie z fusów,
odbiera po trosze jak przytyk, że jego dotychczasowe metody pracy
policyjnej są niedostateczne. Jednak jak to w prawdziwej pracy
policyjnej połączenie doświadczenia kryminalnego z wiedzą z
zakresu psychologii profilowania może przybliżyć do poznania
prawdy i zapobiegnięcia kolejnemu rozlewowi krwi. Czy tak samo
będzie i w tym przypadku? Tego nie mogę zdradzić. To byłby
grzech!!! Akcja książki przebiega w zawrotnym tempie. Jeszcze nie
ochłonęliśmy po szoku poznając sadyzm oprawcy, kiedy znów
odkrywamy kolejne zbrodnie i poznajemy następne bestialskie
morderstwa dokonane przez psychopatycznego opętanego religijną
fobią zwyrodnialca. Książka trzyma w napięciu, bulwersuje, budzi
w nas lęki, porywa i przyciąga, kusi, wyzwala wiele emocji –
emocji kontrowersyjnych, emocji niechcianych, ale ważnych, gdyż
uświadamia nam, że życie to nie tylko białe, ale również czarne
– a tylko od nas zależy jakimi barwami będziemy „kolorować”,
swoje życie. Tylko my podejmiemy decyzje jak będziemy postępować,
czy będziemy żyć zgodnie z własnym sumieniem, i zasadami moralnymi.
Dla tych, dla których „Grzech”, to za mało – powstaje
„Ofiara”, której debiut już na początku przyszłego roku.
poniedziałek, 20 listopada 2017
poniedziałek, 13 listopada 2017
Pukając do nieba bram.
Rozmowa
jaką przeprowadził Krzysztof Pyzia z członkami jednego z najbardziej
rozpoznawalnych kabaretów w Polsce jest nie tylko zapisem historii ich ponad piętnastoletniego
doświadczenia scenicznego, ale również dowodem na niegasnące poczucie humoru
Neo-Nówki. Sami autorzy przyznają, że książka nie miała się ukazać. Na
szczęście się pojawiła i kilka historii z życia kabaretu naświetliła. Śmiem
twierdzić, że Pan Krzysztof Pyzia miał nie lada ciężkie zadanie, by ogarnąć,
utemperować poczucie humoru trójki przepytywanych. Ale wykazał się tutaj
zdolnościami prowadzenia rozmowy z większą ilością „humorzastych”, mężczyzn i
nie raz utemperowywał ich niegasnący zapał do psikusów. „Schody do nieba”,
prowadzą nas w kulisy powstawania najpopularniejszych skeczy i kreowania
postaci już tak znanych i kultowych jak Paciaciakowa czy Wandzia Nierusz z domu
Zostaw, a także niezapomniany i bawiący do łez duet Mietka i Cześka. A kto z
Was nie pamięta takich skeczy jak Euro 2012, Niebo, Obama i Komorowski czy
historię Dobrawy i Mieszka? Pewnie nie raz każdy wracał do tych numerów.
Czytając je w książce można powrócić pamięcią do tych zabawnych sytuacji. Czy
wiecie, że jeden z członków Kabaretu Paranienormalni rozpoczynał swoja karierę
w Neo-Nówce. Kto taki? Czy wiecie jak Neo-Nówka nazywała się zanim była
Neo-Nówką? Na te i wiele innych ciekawych pytań odpowiedź znajdziecie właśnie w
pełnej humoru książkę Krzysztofa Pyzia, Radosława Bieleckiego, Michała
Gawlińskiego i Romana Żurka „Neo-Nówka. Schody Do Nieba”. Książka jest nie
tylko obarczona ogromnym poczuciem humoru, lecz także opatrzona wieloma
zdjęciami z prywatnego archiwum kabareciarzy. Książką nie jest zwykłą
biografią, kolejnym wywiadem-rzeką z kabaretem – jest ciekawą, merytoryczną i
pełną humoru rozmową czterech panów, w której my niczym widzowie uczestniczymy
i śmiejemy się do rozpuku.
czwartek, 9 listopada 2017
Nazywam się Meyer – Hubert Meyer.
Nazywam
się Meyer – Hubert Meyer. Jestem pierwszym profilerem w historii
polskiego kryminału, bohaterem trylogii Katarzyny Bondy. Jestem
fikcyjną postacią literacką, pierwowzorem Bogdana Lacha –
psychologa wykonującego portrety psychologiczne. Początek mojej
literackiej historii dał wspomniany psycholog śledczy, który
wspiera policję w sprawach kryminalnych jako profiler. Swoją
karierę rozpoczął w zakładach karnych, obecnie pracuje w
Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Pan Bogdan wprowadził
w polskiej kryminalistyce pionierskie narzędzie, nową jakość w
ściganiu sprawców najcięższych przestępstw. Katarzyna Bonda
królowa polskiego kryminału poznała Bogdana Lacha pisząc
dziennikarski artykuł, dzięki czemu zrodziła się „Zbrodnia
niedoskonała”, książka oparta na autentycznych sprawach
kryminalnych. Autorzy udowadniają tym samym, że morderstwo
doskonałe nie istnieje, a umiejętności jakie posiada profiler są
wartościową wskazówką w pogoni za mordercą. Połączenie
zdolności profilowania Bogdana Lacha wraz z talentem pisarskim
Katarzyny Bondy, zrodziło Meyera – Huberta Meyera, bohatera
pierwszej trylogii w historii polskiego kryminału, gdzie wprowadzono
postać śledczego tworzącego portrety psychologiczne. „Sprawa
Niny Frank” („Dziewiąta Runa”), „Tylko Martwi Nie Kłamią”,
„Florystka”, to książki, w której dociekam prawdy – Kto
zabił?
„Sprawa
Niny Frank”, wydana również pod tytułem „Dziewiąta Runa”,
to pierwsza poważna sprawa w którą się angażuje. Zabójstwo
młodej aktorki, podejrzanych wielu, kilka poszlak a ja składam to
wszystko niczym puzzle, by uzyskać jeden obraz – portret mordercy.
To właśnie ja wydobywam na światło dzienne sekrety z życia
gwiazdy szklanego ekranu. Wiejski klimat Mielnika nad Bugiem oraz tok
prowadzonej sprawy rozdrapują wspomnienia docierając do mrocznych
zakamarków tajemnic. Wartka akcja, którą wprowadziła w moje
śledztwo Katarzyna Bonda nie pozwoli Wam odłożyć książki ani na
chwilę, a gdy już myślicie, że rozwikłanie zagadki zbrodni jest
za rogiem, wówczas wypływają kolejne informacje, które przez
wytrawnego profilera nie zostają zbagatelizowane. Dreszcze emocji
gwarantowane. Z każda stroną mojego dochodzenia klucz do
rozwikłania zagadki jest coraz bliżej, spróbujcie sami dociec
prawdy i sprawdźcie czy Wam również uda się złapać morderce –
jeśli taki istnieje – jeśli istnieje zbrodnia niedoskonała.
Wejdźcie do śledztwa i poznajcie akta pod kryptonimem „Sprawa
Niny Frank”.
Druga
zbrodnia dokonana została na moim podwórku, w rodzinnych
Katowicach. „Tylko Martwi Nie Kłamią”, ukazuje nie tylko
historię i klimat stolicy Górnego Śląska, ale również kulisy
mojej żmudnej i wciągającej pracy „wewnętrznej rozmowy”, z
mordercą barona śmieciowego – Johanna Schmidta. W tej sprawie
pomagam mojemu wieloletniemu przyjacielowi podinspektorowi
Waldemarowi Szerszeniowi. Wsparciem w moim postępowaniu jest
przydzielona mi Weronika Rudy – seksowna, rudowłosa pani
prokurator, z którą połączy mnie nie tylko śledztwo. Złożoność
akcji powoduje, że powracamy do zbrodni sprzed siedemnastu lat.
Świetnie skonstruowana historia to gwarancja, że czytający nie
będzie się nudził, a na pewno pozna wiele ciekawych wątków pracy
psychologa śledczego, a i wielu z Was może poznać ciekawą i
interesującą historię ze Śląskiem w tle. Czy również tym razem
uda mi się poskładać brakujące elementy równania uzyskując
wynik w postaci schwytania sprawcy przestępstwa? Wejdźcie do
śledztwa i poznajcie akta pod kryptonimem „Tylko Martwi Nie
Kłamią”.
„Florystka”,
to trzecia i ostatnia część moim śledczych dokonań oraz zmagań
życiowej walki z samym sobą. Niestety sukcesy
zawodowe nie idą w parze z pomyślnością w relacjach
damsko-męskich. Po raz kolejny miłość dała mi w kość, a losy
życia rzuciły na drugi kraniec Polski. Również i tu profilowanie
daje o sobie znać. Początkowo w depresyjnym nastroju ociągałem
się z powrotem do pracy śledczej, jednak kreatywność Katarzyny
Bondy rzuca mnie w wir pracy. Mimo tytułu nie jest kwieciście, a
zbrodnia nie jest ogrodem, lecz dżunglą pełną pytań, w której
przechodząc przez chaszcze zagadek, staram się wyplewić zło i
zasiać poczucie sprawiedliwość poprzez schwytanie sprawcy kolejnej
zbrodni. Pani Katarzyna kwieciście buduje fabułę tej kryminalnej
zagadki – przysparzając mi nie lada wyzwania, któremu ambitnie
staram się sprostać. Czy moje doświadczenie przy rozwiązywaniu
wcześniejszych przestępstw, pomoże rozwikłać mi kunsztownie
zawikłany węzeł kryminalny, który z doskonałą precyzją
zawiązała autorka trylogii? Wejdźcie do śledztwa i poznajcie akta
pod kryptonimem „Florystka”.
Katarzyna
Bonda już nic nie musi. Nie musi udowadniać, że jest królową
polskiego kryminału. Postać Huberta Meyera to świetnie
skomponowana sylwetka profilera, którego do świadomości
kryminalnej wprowadziła autorka. Wcześniejsze dwie pierwsze książki
to dokument o zbrodniach niedoskonałych i polskich kobietach
morderczyniach. Po drodze była też „Maszyna do pisania”,
książką, będąca wskazówką dla początkujących pisarzy, a
także antologie kryminalne oraz jedna dla dzieci. Trylogia o
Hubercie Meyerze to majstersztyk, to zestaw trzech książek do
których pewnie nie raz powrócę i będę czytał z takimi samymi
wypiekami na twarzy jak za pierwszym razem. Jest wiele w twórczości
Pani Bondy za co Ją cenie – pomysłowość, styl pisania,
umiejętność trzymania w napięciu aż do ostatniego znaku
interpunkcyjnego … ale również to, że ciągle poszukuje,
sprawdza, docieka. Przecież autorka mogła nas „karmić”,
kolejnymi przygodami Huberta Meyera, odcinając kupony i tworząc
dziesiątki książek o kolejnych kryminalnych zagadkach profilera z
Katowic. Tak na marginesie, to żałuję, ponieważ polubiłem
charyzmatycznego psychologa śledczego. Jednak Katarzyna Bonda
zaryzykowała i „poczęstowała”, nas tetralogią, gdzie główną
bohaterką jest tym razem profilerka – Sasza Załuska. Cztery
Żywioły czyli „Pochłaniacz (Powietrze)”, „Okularnik
(Ziemia)”, „Lampiony (Ogień)” oraz „Czerwony Pająk (Woda)”,
który ujrzy światło dzienne w 2018 roku, to kolejne dzieła
pisarki, które potwierdzają, że podium zarezerwowane jest dla Pani
Bondy – Katarzyny Bondy.
P.S.
A co by tak, gdyby połączyć wydziały Huberta Meyera i Saszy
Załuskiej? Hmm – myślę, że byłby to świetny duet polskiego z
Archiwum X.
Autorka
zdjęcia: Gosia Turczyńska
środa, 8 listopada 2017
Pisarz ze strzelbą w dłoni.
Mariusz Czubaj napisał
„To nie może być debiut”. Panie Mariuszu ja również uważam,
że Robert Małecki trzymając w dłoni strzelbę zamiast pióra
obala definicje tego słowa. Autor niczym wytrawny pisarz dawkuje nam
pełnokrwistą powieść nasiąkniętą akcją począwszy od prologu
a na podanym adresie facebookowym skończywszy. Tak jest!!!, bo po
lekturze tej książki, jeszcze na długo jesteśmy myślami z
Benerem jego żoną, siostrą, byłą dziewczyną czy przyjacielem
dziennikarza. Postaci jest tu wiele, są one wyraziste. Jest to
zasługa ponadprzeciętnych umiejętności debiutującego autora.
Niebywały talent pisarski, którym mnie ujął jest zapewne zasługą
warsztatów kreatywnego pisania realizowanych w ramach
Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, a także
warsztatów organizowanych przez Maszynę Do Pisania. Ma się czasami
wrażenie, że autor pisząc o toruńskim dziennikarzu pisze o sobie,
zaś opisując sceny walki wręcz pisze o swoich doświadczeniach
bokserskich. Może to wynikać, z posiadanej umiejętności
rzeczywistego tworzenia fabuły. W rzeczywistości jednak Robert
Małecki jest dziennikarzem, natomiast jeśli chodzi o boks... jest
on tylko wytworem fikcji literackiej. Pan Robert tworzył to dzieło
półtora roku – tyle musieliśmy czekać na kryminał, który na
długo pozostaje w pamięci niczym widok lufy, która jest tak
blisko, że wydaje nam się że patrzymy w rurę wentylacyjną.
Kryminalna gra w którą uwikłał się Bener, nie wiadomo kiedy
staje się kolejnym tematem dziennikarskiej kariery, a kiedy
przechodzi w prywatne śledztwo, które osacza go do cna. Tempo akcji
nie pozwala nam odłożyć książki nawet na sekundę. Z pełną
świadomością można ułożyć ją na półce książek na jedną
noc i na wiele późniejszych bo jeszcze długo będziecie do niej
wracać. Fabuła książki skonstruowana jest idealnie. Układ
następujących po sobie zdarzeń powoduje, że nie potrafimy się
oderwać od historii toruńskiego dziennikarza, który swą charyzmą,
bezkompromisowością staje na równi z kolegą po fachu – Mikaelem
Blomkvistem z trylogii Millennium Stiega Larssona. Powieść
„Najgorsze dopiero nadejdzie”, jest bogata w wiele realnych
opisów, które mrożą krew w żyłach. Sytuacja, gdy główny
bohater przesłuchiwany jest poprzez rażenie prądem, powoduje, że
czytający czuje w swoich mięśniach płynące ampery. Uczucie to
mrozi krew w żyłach, powoduje, że pod wpływem emocji nasze
szczęki zaciskają się, a my ściskając nasze kłykcie kibicujemy
Benerowi w dociekaniu prawdy. Robert Małecki dozuje nam wszelką
paletę uczuć od zatrważających poprzez śmieszne, gdzie autor
pisząc o ryzykownym testowaniu granic „wytrzymałości tkanin,
które opinały (…) wielki biust i brzuch” przedstawia sylwetkę
szefowej, na bardzo emocjonalnych skończywszy. Takim momentem jest
przedstawiony rys psychologiczny czekania na zaginioną ukochaną.
Bardzo realny i wzruszający był opis sytuacji, gdy Marek Bener
biegnie w niemieckim metrze za kobietą łudząco podobną do
zaginionej żony. Mistrzostwo zobrazowania tej chwili pozwala nam w
pełni współodczuwać emocje bohatera. W powieści autor raz za
razem łączy rzeczywistość z fikcją literacką. Przywołuje
historię żużlową Torunia, a także przedstawia nam historię z
2006 roku, kiedy to w mieście panowała epidemia ptasiej grypy.
Dzięki temu poznajemy prawdziwą historię miasta. Aż ciężko
uwierzyć, że „Najgorsze dopiero nadejdzie”, jest debiutem
Roberta Małeckiego, a na samą świadomość, że obok mnie leży
„Porzuć swój strach”, a w 2018 roku pojawi się trzecia część
zatytułowana „Koszmary zasną ostatnie” robię się „Czerwony
jak cegła”.
poniedziałek, 30 października 2017
Traf(io)ny wybór.
„Trafny wybór”, J.K.
Rowling należy do tej grupy książek, która jest tak samo
krytykowana jak podziwiana. Z czego może to wynikać? Możliwe, że
po sukcesie przygód Harry Pottera, czytelnicy oczekiwali od Pani
Rowling dzieła, który przebije bądź też zrówna się z sukcesem
poprzednika. Dlatego fani Pottera wysoko podnieśli poprzeczkę. Z
kolei sympatycy „Trafnego wyboru”, możliwe, że nie czytali
wcześniejszych książek autorki, dlatego też nie oceniają jej
przez pryzmat wcześniejszych. Na pewno Pani Rowling należą się
brawa za zmianę gatunku. Dla każdego pisarza, jest to trudne,
ryzykowne, może przysporzyć nowych miłośników, albo odwrócić
od siebie poprzednich. Myślę, że autorka udźwignęła próbę i
udowodniła swoje możliwości pisarskie. Książka
na pewno nie należy do łatwych w czytaniu. Jest w niej wiele
postaci, wiele wątków – jednak ten jeden wspólny krąży wokół
śmierci Barry'ego Fairbrothera - lokalnego polityka miasteczka
Pagford. „Trafny wybór”, jest trafną diagnozą społecznych
zachowań, dlatego też może być ciekawą lekturą dla każdego
socjologa. Ale i nie tylko. Pani Rowling dokonała charakterystyki
społecznej ludzkich zachowań w walce o wpływy i władzę.
Przekazywanie informacji o śmierci Barry'ego jest stu procentowym
odzwierciedleniem zachowań sąsiadów spod bloków, którzy
prędkością w przekazywaniu informacji o współlokatorach
prześcigają samego Usaina Bolta. Wakat po zmarłym Fairbrotherze
daje wielkie pole do popisów lokalnym politykom. Tutaj również
niczym w zwierciadle możemy przeglądnąć się we współczesnej
polityce na szczytach władz całego świata. Walka o wpływy i
władzę w Pagford przybiera na sile, każdy chce zdobyć wolne
miejsce, bo przecież nie można pozwolić na to, by „gotówka
kapała na puste krzesło, nie natrafiając na niczyje kolana.
Zdaniem mieszkańców aspirujących do tej funkcji owe krzesło nie
było „dla nich pustym miejscem, lecz pełną możliwości
kieszenią czarodzieja”. J.K. Rowling w książce „Trafny wybór”,
dokonała nie tylko trafnego zilustrowania ludzkich zachowań
wynikających z walki o wpływy i chęci uzyskania korzyści
politycznych, ale również pokazała zachowania młodzieży. Moją
uwagę przykuły również opisy młodzieńczych fascynacji płcią
przeciwną, opisy zauroczenia, pierwszej miłości. Sytuacja, gdy
Andrew przejeżdżał obok domu Gai Barden, podczas której w jego
głowie kłębiło się milion myśli zafascynowanego młodzieńca,
przywróciły we mnie wspomnienia z lat młodzieńczych, gdy
przypadkowo spotkałem na ulicy dziewczynę, która była obiektem
moich westchnień. J.K. Rowling nie szczędzi nam dużego poziomu
wulgaryzmu, ale bądźmy szczerzy świat, który nas otacza również
nam go nie skąpi. Zachowania i słownictwo młodzieży Pagford i
Fields są żywcem wyjęte z dzisiejszego świata realnego. Książka
jest poważną lekturą poruszającą współczesną problematykę,
gdzie kłamstwo i egoizm są na porządku dziennym, a ludzie walcząc
o wpływy są w stanie zapomnieć o podstawowych ludzkich
wartościach. J.K. Rowling pisząc tą książkę dokonała trafnego
wyboru chcąc pokazać czytelnikom, że nie da się zaszufladkować
jako autorka Harry'ego Pottera, ale trafnie pokazała nam, że może
napisać również świetną książkę innego formatu, przez co
nadal utrzymuje się w formacie bestsellerowych autorów
współczesnego świata. Polecam – naprawdę, tak książką to
„Trafny wybór”.
sobota, 28 października 2017
RAJdy to Jego RAJ.
Krzysztof Pyzia w
kolejnej książce „Kajto. Jadę po swoje”, zabiera nas w rajd,
podczas, którego poznajemy historię rajdowego mistrza Europy.
Kajetan Kajetanowicz, bo o nim właśnie mowa – sukcesywnie do
przodu gnał do mety z napisem mistrzostwo. Książka ta obrazuje
każdy etap, ścieżkę rajdowych sukcesów KAJTO. Kajetan jak sam
przyznaje, już od najmłodszych lat został „zarażony rajdami”,
a Adam Małysz mu wtóruje mówiąc „że samochody go słuchają”.
Wywiad rzeka jaki z mistrzem Europy przeprowadził mistrz dialogu,
jest dowodem na to, że poświęcenie się pasji oraz wiara w swoje
możliwości w dążeniu do celu, jest bardzo ważna by zdobywać
szczyty. KAJTO całe swoje życie podporządkował miłości do
czterech kółek, sprzedając sklep, postawił wszystko na jedną
kartę i wygrał – wygrał spełnienie marzeń. Postawa Kajetana
może być wzorem dla młodego pokolenia, że ciężka praca,
stawianie czoła pojawiającym się trudnością nie tylko tworzy
nasz charakter, ale prowadzi nas do zwycięstwa. Rozmowa w której
„uczestniczyłem”, pokazała mi człowieka bardzo optymistycznie
nastawionego do życia, który będąc na szczycie sławy pozostał
człowiekiem „zachowując przy tym pozytywne, ludzkie wartości”.
Nie bez powodu napisałem, o rozmowie, w której uczestniczyłem.
Fakt, nie byłem osobiście, lecz czytając książkę można odnieść
wrażenie, że jest się trzecim uczestnikiem przysłuchującym się
trwającej rozmowie. Jest to bez wątpienia zasługa umiejętności
prowadzenia rozmowy przez Krzysztofa Pyzia. Nie jest to rozmowa
według schematu zadać pytanie, wysłuchać, zadać kolejne i tak
dalej. Dziennikarz elastycznie prowadzi rozmowę, umiejętnie a
zarazem luźno zadaje pytania, reagując na to co dzieje się tu i
teraz. Zatem mogę powiedzieć, że ja tej książki nie czytałem,
ale uczestniczyłem w rozmowie. Czuć było, że Panowie zaprosili
nas do wspólnej rozmowy. Zresztą co będę mówił, przeczytacie,
to zrozumiecie co mam na myśli. Książkę „KAJTO. Jadę po
swoje”, polecam nie tylko miłośnikom rajdów, ale również takim
laikom jak ja, gdyż opisy są tak wiarygodne, zrozumiałe, jakbym
siedział obok na miejscu pilota, był w ekipie mechaników – po
prostu współtworzył team Kajetana Kajetanowicza. Dzięki książce
możemy od kuchni wejść w świat wyścigów, poznać kulisy rajdów
i ich organizację. Kajetanowicz nawet dzieli się z nami poradami
jak skutecznie można ćwiczyć swoją koncentrację, pokazując
jednocześnie jakże ważna jest ona podczas wyścigów. Wystarczy
ułamek sekundy nieuwagi i dzwon zaliczony. I tu bez wątpienia
znaczenie ma pełne zaufanie w całej grupie, ale przede wszystkim na
linii kierowca-pilot, bowiem „gdy gnasz 200 kilometrów na
godzinę”, każda sekunda jest na wagę złota mistrza Polski i
Europy. Ekstremalne warunki to nieodzowny element każdego wyścigu.
Tylko ludzie o nerwach ze stali, potrafią zachować zimną krew, gdy
przy ogromnej prędkości odpada drążek do zmiany biegów lub
kierownica, albo ptak wpada nam do daszka na wlocie powietrza.
Dlatego jak mistrz sam przyznaje „symbioza z zespołem jest bardzo
ważna”. Aż dziw bierze, że w tym wszystkim uczestniczy człowiek,
który ma chorobę … lokomocyjną, a mimo to, już jako młody
chłopak wykazuje się szybkością nauki jazdy, bowiem z dwudziestu
przepisowych godzin, wystarcza mu zaledwie dziesięć, by potrafić
umiejętnie „władać” kierownicą. Krzysztof Pyzia i Kajetan
Kajetanowicz zaserwowali nam wielką jazdę na krawędzi, a my
siadając na fotelu pasażera poznajemy człowieka pozytywnie
nastawionego do życia oraz jak dodaje Krzysztof Hołowczyc,
człowieka, który „konsekwentnie jedzie po zwycięstwo,
zdobywając kolejne tytuły. Książka wzbogacona jest również o
wypowiedzi znany sportowców, którzy potwierdzają wysoką klasę
Kajetanowicza. Z kolei fotografie oraz pigułka najważniejszych
osiągnięć mistrza potwierdzają, że KAJTO wielkim rajdowcem jest.
Myślę, że warto poznać biografię człowieka, dla którego RAJdy
to istny RAJ. Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami szybkiej
jazdy, i nie czujecie zapachu spalin i unoszącego się kurzu, to i
tak polecam książkę „wszystkim, którzy mają zamiar uwierzyć w
siebie, zachowując przy tym pozytywne, ludzkie wartości”
poniedziałek, 23 października 2017
Walka z życiem o życie.
„Przypadki Agaty W.” to książka, która od pierwszych stron przykuwa uwagę. Opis wypadku oraz stan emocjonalny Agaty jest tak sugestywnie opisany, że czytający ma wrażenie, jakoby on sam był ofiarą wypadku, czuł ból oraz stan śmierci klinicznej jaki przechodzi bohaterka. Pani Sandra umiejętnie wprowadza nas w ten stan, a doskonały warsztat pisarski pozwala zadać sobie pytanie, czy aby autorka nie opisuje swoich prywatnych wydarzeń związanych z doświadczeniami z życia Agaty? Opis ten zdaje się być udaną próba autopsji tych zdarzeń. Tak jak przy pierwszym spotkaniu – pierwsze pięć minut ma znaczenie, tak w przypadku książki, prolog decyduje czy odkładamy ją na potem, który nigdy nie powraca, czy zostajemy z książką, i pozwalamy jej płynąć. I tak samo było w przypadku książki Pani Sandry – kupiła mnie bez reszty, owładnęła moimi wszelkimi zmysłami poznawczymi, zachęcając do dalszego zgłębiania „Przypadków Agaty W.”. Moją uwagę przykuł również opis stanu depresyjnego, gdzie opisane są zachowania osoby, która jest doświadczona tym uczuciem. Tu po raz kolejny autorka wykazała się tak silna sugestią, że w pełni współodczuwałem te emocje. „Przypadki Agaty W.”, jest książką, którą można zakwalifikować do wielu gatunków, nie można zamknąć jej w ramy jednogatunkowej szuflady literackiej. Każdy znajdzie tutaj bogate opisy erotyczne, również sceny z gatunku fantasty, gdzie główna bohaterka zmierza się ze swoimi lękami i strachem, próbując pokonać żywioły. Również znajomość Agaty i wsparcie jakie uzyskała ze strony Pana Perdiauxa może być świetną lekturą dla każdego coacha. Zaznaczę tu jednak, że książka nie jest poradnikiem, jest czymś więcej – jest drogowskazem dla każdego, kto codziennie podejmuje walkę z życiem o życie. Jest tu również ukazana wartość życia. Agata negatywnie doświadczona, próbuje popełnić samobójstwo. Jednak w zetknięciu ze swoimi lękami boi się ich w obawie o utratę życia. Bardzo ważna jest dla niej znajomość z Marie, która pomaga jej zwyciężyć swoje słabości. Nie bez znaczenia dla Agaty jest scena z kopaniem sobie grobu, gdzie dokonuje ona swoistej spowiedzi przed samą sobą, która de facto jest dla niej niczym innym jak oczyszczeniem z życiowych toksyn. Dzięki temu bohaterka odnajduje harmonie a jej serce „bije razem z sercem ziemi”. Sandra Borowiecka uświadamia nam, że nie możemy brać odpowiedzialności za czyjeś życie, natomiast „to co się dzieje jest wypadkową naszych wyborów i decyzji, które podejmujemy każdego dnia”. Czy książka jest osobistą terapią autorki, która wylewa żale, oczyszcza się? Kto wie? Ale jedno wiem na pewno – powieść ta dodaje siły walki, jest akumulatorem do mierzenia się z życiem, do spełniania własnych pragnień. Pani Sandra pisząc tę książkę pozwala „zrozumieć po co żyjesz. Kim jesteś, albo kim chcesz się stać... pozwala Ci zrozumieć przeszłość i jej wpływ na teraźniejszość. W żyłach Sandry Borowiecky płynie krew AGAPE, a „Przypadki Agaty W.”, to Atrakcyjne Genialne Arcydzieło Pisarskie Ewidentnie. Chcesz wiedzieć, jak walczyć z życiem o życie i znaleźć sens w bezsensie i odrzucić bezsens sensu sięgnij po tę książkę. Oczyszcza z toksyn i pozwala żyć !!!
Premierze książki "Przypadki Agaty W.", będzie towarzyszył start akcji społecznej „Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę”. Ponadto, z każdego sprzedanego egzemplarza, wydawnictwo przekaże 30% ceny na rzecz fundacji działających na rzecz ofiar maltretowania w rodzinie i molestowania seksualnego. Oparta na faktach historia dziewczyny, która odkryła, że w jej żyłach płynie Agape.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













