poniedziałek, 20 listopada 2017

Zapłatą za grzechy jest śmierć. X XXX.


Max Czornyj maksymalnie napina ścięgna wytrzymałości ludzkiej wyobraźni. Debiutancki „Grzech”, autora przekracza wszelkie granice wrażliwości stawiając ją przed wielką próbą odporności na ogrom okrucieństw, które przeżywają ofiary psychopatycznego mordercy. Książkę czyta się z zapartym tchem – a każda akcja i każde następne morderstwo przeraża okrucieństwem zaciskając na gardle klamrę strachu. Max Czornyj jest kryminalnym odkryciem tego roku, a jego debiutancka książka jest mistrzowsko stworzoną fabułą psychopatycznego mordercy. Autor misternie opisuje okrucieństwa, jak choćby zaszycie ust ofiary poddawanej torturom, której równocześnie podawane są substancje zwiększające ilość tlenu, tak by mogła ona być przytomna i jak najdłużej odczuwać ogrom zadawanego bólu. Samo czytanie przyprawia nas o gęsią skórkę, powoduje, że przeszywa nas dreszcz rożnych emocji, poprzez ból, niesmak wobec „wymyślności” tortur oraz świadomość jak długo człowiek jest w stanie wytrzymać takie cierpienie. „Grzech”, przekracza pewne granice tabu, dotyka bariery wrażliwości. Jedni mogą odczuć odrazę, oburzyć się, pomyśleć „jak tak można?” Inni z kolei powiedzą, przecież to tylko fikcja literacka, wymysł autora, dzięki któremu czytając książkę możemy w opisach zbrodni przejrzeć się niczym w lustrach, które „są jak zwierciadła duszy. Nawet najszlachetniejsze z nich zawierają skazę”. Pytanie – czy mamy odwagę się w nich przejrzeć?, bowiem może się okazać, „że świat zbudowany jest całkowicie na odwrót, niż tego chcemy”. Akcja powieści rozgrywa się w Lublinie, a czoła bezwzględnemu mordercy stara się stawić Brudny Harry – kontrowersyjny komisarz Eryk Deryło. Max Czornyj wprowadził również postać profilera – Miłosza Tracza. Początkowo komisarz sceptycznie patrzy na taką współprace, oceniając profilowanie jak wróżenie z fusów, odbiera po trosze jak przytyk, że jego dotychczasowe metody pracy policyjnej są niedostateczne. Jednak jak to w prawdziwej pracy policyjnej połączenie doświadczenia kryminalnego z wiedzą z zakresu psychologii profilowania może przybliżyć do poznania prawdy i zapobiegnięcia kolejnemu rozlewowi krwi. Czy tak samo będzie i w tym przypadku? Tego nie mogę zdradzić. To byłby grzech!!! Akcja książki przebiega w zawrotnym tempie. Jeszcze nie ochłonęliśmy po szoku poznając sadyzm oprawcy, kiedy znów odkrywamy kolejne zbrodnie i poznajemy następne bestialskie morderstwa dokonane przez psychopatycznego opętanego religijną fobią zwyrodnialca. Książka trzyma w napięciu, bulwersuje, budzi w nas lęki, porywa i przyciąga, kusi, wyzwala wiele emocji – emocji kontrowersyjnych, emocji niechcianych, ale ważnych, gdyż uświadamia nam, że życie to nie tylko białe, ale również czarne – a tylko od nas zależy jakimi barwami będziemy „kolorować”, swoje życie. Tylko my podejmiemy decyzje jak będziemy postępować, czy będziemy żyć zgodnie z własnym sumieniem, i zasadami moralnymi. Dla tych, dla których „Grzech”, to za mało – powstaje „Ofiara”, której debiut już na początku przyszłego roku.



poniedziałek, 13 listopada 2017

Pukając do nieba bram.



Rozmowa jaką przeprowadził Krzysztof Pyzia z członkami jednego z najbardziej rozpoznawalnych kabaretów w Polsce jest nie tylko zapisem historii ich ponad piętnastoletniego doświadczenia scenicznego, ale również dowodem na niegasnące poczucie humoru Neo-Nówki. Sami autorzy przyznają, że książka nie miała się ukazać. Na szczęście się pojawiła i kilka historii z życia kabaretu naświetliła. Śmiem twierdzić, że Pan Krzysztof Pyzia miał nie lada ciężkie zadanie, by ogarnąć, utemperować poczucie humoru trójki przepytywanych. Ale wykazał się tutaj zdolnościami prowadzenia rozmowy z większą ilością „humorzastych”, mężczyzn i nie raz utemperowywał ich niegasnący zapał do psikusów. „Schody do nieba”, prowadzą nas w kulisy powstawania najpopularniejszych skeczy i kreowania postaci już tak znanych i kultowych jak Paciaciakowa czy Wandzia Nierusz z domu Zostaw, a także niezapomniany i bawiący do łez duet Mietka i Cześka. A kto z Was nie pamięta takich skeczy jak Euro 2012, Niebo, Obama i Komorowski czy historię Dobrawy i Mieszka? Pewnie nie raz każdy wracał do tych numerów. Czytając je w książce można powrócić pamięcią do tych zabawnych sytuacji. Czy wiecie, że jeden z członków Kabaretu Paranienormalni rozpoczynał swoja karierę w Neo-Nówce. Kto taki? Czy wiecie jak Neo-Nówka nazywała się zanim była Neo-Nówką? Na te i wiele innych ciekawych pytań odpowiedź znajdziecie właśnie w pełnej humoru książkę Krzysztofa Pyzia, Radosława Bieleckiego, Michała Gawlińskiego i Romana Żurka „Neo-Nówka. Schody Do Nieba”. Książka jest nie tylko obarczona ogromnym poczuciem humoru, lecz także opatrzona wieloma zdjęciami z prywatnego archiwum kabareciarzy. Książką nie jest zwykłą biografią, kolejnym wywiadem-rzeką z kabaretem – jest ciekawą, merytoryczną i pełną humoru rozmową czterech panów, w której my niczym widzowie uczestniczymy i śmiejemy się do rozpuku.



czwartek, 9 listopada 2017

Nazywam się Meyer – Hubert Meyer.


Nazywam się Meyer – Hubert Meyer. Jestem pierwszym profilerem w historii polskiego kryminału, bohaterem trylogii Katarzyny Bondy. Jestem fikcyjną postacią literacką, pierwowzorem Bogdana Lacha – psychologa wykonującego portrety psychologiczne. Początek mojej literackiej historii dał wspomniany psycholog śledczy, który wspiera policję w sprawach kryminalnych jako profiler. Swoją karierę rozpoczął w zakładach karnych, obecnie pracuje w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Pan Bogdan wprowadził w polskiej kryminalistyce pionierskie narzędzie, nową jakość w ściganiu sprawców najcięższych przestępstw. Katarzyna Bonda królowa polskiego kryminału poznała Bogdana Lacha pisząc dziennikarski artykuł, dzięki czemu zrodziła się „Zbrodnia niedoskonała”, książka oparta na autentycznych sprawach kryminalnych. Autorzy udowadniają tym samym, że morderstwo doskonałe nie istnieje, a umiejętności jakie posiada profiler są wartościową wskazówką w pogoni za mordercą. Połączenie zdolności profilowania Bogdana Lacha wraz z talentem pisarskim Katarzyny Bondy, zrodziło Meyera – Huberta Meyera, bohatera pierwszej trylogii w historii polskiego kryminału, gdzie wprowadzono postać śledczego tworzącego portrety psychologiczne. „Sprawa Niny Frank” („Dziewiąta Runa”), „Tylko Martwi Nie Kłamią”, „Florystka”, to książki, w której dociekam prawdy – Kto zabił?



„Sprawa Niny Frank”, wydana również pod tytułem „Dziewiąta Runa”, to pierwsza poważna sprawa w którą się angażuje. Zabójstwo młodej aktorki, podejrzanych wielu, kilka poszlak a ja składam to wszystko niczym puzzle, by uzyskać jeden obraz – portret mordercy. To właśnie ja wydobywam na światło dzienne sekrety z życia gwiazdy szklanego ekranu. Wiejski klimat Mielnika nad Bugiem oraz tok prowadzonej sprawy rozdrapują wspomnienia docierając do mrocznych zakamarków tajemnic. Wartka akcja, którą wprowadziła w moje śledztwo Katarzyna Bonda nie pozwoli Wam odłożyć książki ani na chwilę, a gdy już myślicie, że rozwikłanie zagadki zbrodni jest za rogiem, wówczas wypływają kolejne informacje, które przez wytrawnego profilera nie zostają zbagatelizowane. Dreszcze emocji gwarantowane. Z każda stroną mojego dochodzenia klucz do rozwikłania zagadki jest coraz bliżej, spróbujcie sami dociec prawdy i sprawdźcie czy Wam również uda się złapać morderce – jeśli taki istnieje – jeśli istnieje zbrodnia niedoskonała. Wejdźcie do śledztwa i poznajcie akta pod kryptonimem „Sprawa Niny Frank”.


Druga zbrodnia dokonana została na moim podwórku, w rodzinnych Katowicach. „Tylko Martwi Nie Kłamią”, ukazuje nie tylko historię i klimat stolicy Górnego Śląska, ale również kulisy mojej żmudnej i wciągającej pracy „wewnętrznej rozmowy”, z mordercą barona śmieciowego – Johanna Schmidta. W tej sprawie pomagam mojemu wieloletniemu przyjacielowi podinspektorowi Waldemarowi Szerszeniowi. Wsparciem w moim postępowaniu jest przydzielona mi Weronika Rudy – seksowna, rudowłosa pani prokurator, z którą połączy mnie nie tylko śledztwo. Złożoność akcji powoduje, że powracamy do zbrodni sprzed siedemnastu lat. Świetnie skonstruowana historia to gwarancja, że czytający nie będzie się nudził, a na pewno pozna wiele ciekawych wątków pracy psychologa śledczego, a i wielu z Was może poznać ciekawą i interesującą historię ze Śląskiem w tle. Czy również tym razem uda mi się poskładać brakujące elementy równania uzyskując wynik w postaci schwytania sprawcy przestępstwa? Wejdźcie do śledztwa i poznajcie akta pod kryptonimem „Tylko Martwi Nie Kłamią”.



„Florystka”, to trzecia i ostatnia część moim śledczych dokonań oraz zmagań życiowej walki z samym sobą. Niestety sukcesy zawodowe nie idą w parze z pomyślnością w relacjach damsko-męskich. Po raz kolejny miłość dała mi w kość, a losy życia rzuciły na drugi kraniec Polski. Również i tu profilowanie daje o sobie znać. Początkowo w depresyjnym nastroju ociągałem się z powrotem do pracy śledczej, jednak kreatywność Katarzyny Bondy rzuca mnie w wir pracy. Mimo tytułu nie jest kwieciście, a zbrodnia nie jest ogrodem, lecz dżunglą pełną pytań, w której przechodząc przez chaszcze zagadek, staram się wyplewić zło i zasiać poczucie sprawiedliwość poprzez schwytanie sprawcy kolejnej zbrodni. Pani Katarzyna kwieciście buduje fabułę tej kryminalnej zagadki – przysparzając mi nie lada wyzwania, któremu ambitnie staram się sprostać. Czy moje doświadczenie przy rozwiązywaniu wcześniejszych przestępstw, pomoże rozwikłać mi kunsztownie zawikłany węzeł kryminalny, który z doskonałą precyzją zawiązała autorka trylogii? Wejdźcie do śledztwa i poznajcie akta pod kryptonimem „Florystka”.



Katarzyna Bonda już nic nie musi. Nie musi udowadniać, że jest królową polskiego kryminału. Postać Huberta Meyera to świetnie skomponowana sylwetka profilera, którego do świadomości kryminalnej wprowadziła autorka. Wcześniejsze dwie pierwsze książki to dokument o zbrodniach niedoskonałych i polskich kobietach morderczyniach. Po drodze była też „Maszyna do pisania”, książką, będąca wskazówką dla początkujących pisarzy, a także antologie kryminalne oraz jedna dla dzieci. Trylogia o Hubercie Meyerze to majstersztyk, to zestaw trzech książek do których pewnie nie raz powrócę i będę czytał z takimi samymi wypiekami na twarzy jak za pierwszym razem. Jest wiele w twórczości Pani Bondy za co Ją cenie – pomysłowość, styl pisania, umiejętność trzymania w napięciu aż do ostatniego znaku interpunkcyjnego … ale również to, że ciągle poszukuje, sprawdza, docieka. Przecież autorka mogła nas „karmić”, kolejnymi przygodami Huberta Meyera, odcinając kupony i tworząc dziesiątki książek o kolejnych kryminalnych zagadkach profilera z Katowic. Tak na marginesie, to żałuję, ponieważ polubiłem charyzmatycznego psychologa śledczego. Jednak Katarzyna Bonda zaryzykowała i „poczęstowała”, nas tetralogią, gdzie główną bohaterką jest tym razem profilerka – Sasza Załuska. Cztery Żywioły czyli „Pochłaniacz (Powietrze)”, „Okularnik (Ziemia)”, „Lampiony (Ogień)” oraz „Czerwony Pająk (Woda)”, który ujrzy światło dzienne w 2018 roku, to kolejne dzieła pisarki, które potwierdzają, że podium zarezerwowane jest dla Pani Bondy – Katarzyny Bondy.

P.S. A co by tak, gdyby połączyć wydziały Huberta Meyera i Saszy Załuskiej? Hmm – myślę, że byłby to świetny duet polskiego z Archiwum X.






Autorka zdjęcia: Gosia Turczyńska



środa, 8 listopada 2017

Pisarz ze strzelbą w dłoni.


Mariusz Czubaj napisał „To nie może być debiut”. Panie Mariuszu ja również uważam, że Robert Małecki trzymając w dłoni strzelbę zamiast pióra obala definicje tego słowa. Autor niczym wytrawny pisarz dawkuje nam pełnokrwistą powieść nasiąkniętą akcją począwszy od prologu a na podanym adresie facebookowym skończywszy. Tak jest!!!, bo po lekturze tej książki, jeszcze na długo jesteśmy myślami z Benerem jego żoną, siostrą, byłą dziewczyną czy przyjacielem dziennikarza. Postaci jest tu wiele, są one wyraziste. Jest to zasługa ponadprzeciętnych umiejętności debiutującego autora. Niebywały talent pisarski, którym mnie ujął jest zapewne zasługą warsztatów kreatywnego pisania realizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, a także warsztatów organizowanych przez Maszynę Do Pisania. Ma się czasami wrażenie, że autor pisząc o toruńskim dziennikarzu pisze o sobie, zaś opisując sceny walki wręcz pisze o swoich doświadczeniach bokserskich. Może to wynikać, z posiadanej umiejętności rzeczywistego tworzenia fabuły. W rzeczywistości jednak Robert Małecki jest dziennikarzem, natomiast jeśli chodzi o boks... jest on tylko wytworem fikcji literackiej. Pan Robert tworzył to dzieło półtora roku – tyle musieliśmy czekać na kryminał, który na długo pozostaje w pamięci niczym widok lufy, która jest tak blisko, że wydaje nam się że patrzymy w rurę wentylacyjną. Kryminalna gra w którą uwikłał się Bener, nie wiadomo kiedy staje się kolejnym tematem dziennikarskiej kariery, a kiedy przechodzi w prywatne śledztwo, które osacza go do cna. Tempo akcji nie pozwala nam odłożyć książki nawet na sekundę. Z pełną świadomością można ułożyć ją na półce książek na jedną noc i na wiele późniejszych bo jeszcze długo będziecie do niej wracać. Fabuła książki skonstruowana jest idealnie. Układ następujących po sobie zdarzeń powoduje, że nie potrafimy się oderwać od historii toruńskiego dziennikarza, który swą charyzmą, bezkompromisowością staje na równi z kolegą po fachu – Mikaelem Blomkvistem z trylogii Millennium Stiega Larssona. Powieść „Najgorsze dopiero nadejdzie”, jest bogata w wiele realnych opisów, które mrożą krew w żyłach. Sytuacja, gdy główny bohater przesłuchiwany jest poprzez rażenie prądem, powoduje, że czytający czuje w swoich mięśniach płynące ampery. Uczucie to mrozi krew w żyłach, powoduje, że pod wpływem emocji nasze szczęki zaciskają się, a my ściskając nasze kłykcie kibicujemy Benerowi w dociekaniu prawdy. Robert Małecki dozuje nam wszelką paletę uczuć od zatrważających poprzez śmieszne, gdzie autor pisząc o ryzykownym testowaniu granic „wytrzymałości tkanin, które opinały (…) wielki biust i brzuch” przedstawia sylwetkę szefowej, na bardzo emocjonalnych skończywszy. Takim momentem jest przedstawiony rys psychologiczny czekania na zaginioną ukochaną. Bardzo realny i wzruszający był opis sytuacji, gdy Marek Bener biegnie w niemieckim metrze za kobietą łudząco podobną do zaginionej żony. Mistrzostwo zobrazowania tej chwili pozwala nam w pełni współodczuwać emocje bohatera. W powieści autor raz za razem łączy rzeczywistość z fikcją literacką. Przywołuje historię żużlową Torunia, a także przedstawia nam historię z 2006 roku, kiedy to w mieście panowała epidemia ptasiej grypy. Dzięki temu poznajemy prawdziwą historię miasta. Aż ciężko uwierzyć, że „Najgorsze dopiero nadejdzie”, jest debiutem Roberta Małeckiego, a na samą świadomość, że obok mnie leży „Porzuć swój strach”, a w 2018 roku pojawi się trzecia część zatytułowana „Koszmary zasną ostatnie” robię się „Czerwony jak cegła”.



 

poniedziałek, 30 października 2017

Traf(io)ny wybór.


„Trafny wybór”, J.K. Rowling należy do tej grupy książek, która jest tak samo krytykowana jak podziwiana. Z czego może to wynikać? Możliwe, że po sukcesie przygód Harry Pottera, czytelnicy oczekiwali od Pani Rowling dzieła, który przebije bądź też zrówna się z sukcesem poprzednika. Dlatego fani Pottera wysoko podnieśli poprzeczkę. Z kolei sympatycy „Trafnego wyboru”, możliwe, że nie czytali wcześniejszych książek autorki, dlatego też nie oceniają jej przez pryzmat wcześniejszych. Na pewno Pani Rowling należą się brawa za zmianę gatunku. Dla każdego pisarza, jest to trudne, ryzykowne, może przysporzyć nowych miłośników, albo odwrócić od siebie poprzednich. Myślę, że autorka udźwignęła próbę i udowodniła swoje możliwości pisarskie. Książka na pewno nie należy do łatwych w czytaniu. Jest w niej wiele postaci, wiele wątków – jednak ten jeden wspólny krąży wokół śmierci Barry'ego Fairbrothera - lokalnego polityka miasteczka Pagford. „Trafny wybór”, jest trafną diagnozą społecznych zachowań, dlatego też może być ciekawą lekturą dla każdego socjologa. Ale i nie tylko. Pani Rowling dokonała charakterystyki społecznej ludzkich zachowań w walce o wpływy i władzę. Przekazywanie informacji o śmierci Barry'ego jest stu procentowym odzwierciedleniem zachowań sąsiadów spod bloków, którzy prędkością w przekazywaniu informacji o współlokatorach prześcigają samego Usaina Bolta. Wakat po zmarłym Fairbrotherze daje wielkie pole do popisów lokalnym politykom. Tutaj również niczym w zwierciadle możemy przeglądnąć się we współczesnej polityce na szczytach władz całego świata. Walka o wpływy i władzę w Pagford przybiera na sile, każdy chce zdobyć wolne miejsce, bo przecież nie można pozwolić na to, by „gotówka kapała na puste krzesło, nie natrafiając na niczyje kolana. Zdaniem mieszkańców aspirujących do tej funkcji owe krzesło nie było „dla nich pustym miejscem, lecz pełną możliwości kieszenią czarodzieja”. J.K. Rowling w książce „Trafny wybór”, dokonała nie tylko trafnego zilustrowania ludzkich zachowań wynikających z walki o wpływy i chęci uzyskania korzyści politycznych, ale również pokazała zachowania młodzieży. Moją uwagę przykuły również opisy młodzieńczych fascynacji płcią przeciwną, opisy zauroczenia, pierwszej miłości. Sytuacja, gdy Andrew przejeżdżał obok domu Gai Barden, podczas której w jego głowie kłębiło się milion myśli zafascynowanego młodzieńca, przywróciły we mnie wspomnienia z lat młodzieńczych, gdy przypadkowo spotkałem na ulicy dziewczynę, która była obiektem moich westchnień. J.K. Rowling nie szczędzi nam dużego poziomu wulgaryzmu, ale bądźmy szczerzy świat, który nas otacza również nam go nie skąpi. Zachowania i słownictwo młodzieży Pagford i Fields są żywcem wyjęte z dzisiejszego świata realnego. Książka jest poważną lekturą poruszającą współczesną problematykę, gdzie kłamstwo i egoizm są na porządku dziennym, a ludzie walcząc o wpływy są w stanie zapomnieć o podstawowych ludzkich wartościach. J.K. Rowling pisząc tą książkę dokonała trafnego wyboru chcąc pokazać czytelnikom, że nie da się zaszufladkować jako autorka Harry'ego Pottera, ale trafnie pokazała nam, że może napisać również świetną książkę innego formatu, przez co nadal utrzymuje się w formacie bestsellerowych autorów współczesnego świata. Polecam – naprawdę, tak książką to „Trafny wybór”.






sobota, 28 października 2017

RAJdy to Jego RAJ.


Krzysztof Pyzia w kolejnej książce „Kajto. Jadę po swoje”, zabiera nas w rajd, podczas, którego poznajemy historię rajdowego mistrza Europy. Kajetan Kajetanowicz, bo o nim właśnie mowa – sukcesywnie do przodu gnał do mety z napisem mistrzostwo. Książka ta obrazuje każdy etap, ścieżkę rajdowych sukcesów KAJTO. Kajetan jak sam przyznaje, już od najmłodszych lat został „zarażony rajdami”, a Adam Małysz mu wtóruje mówiąc „że samochody go słuchają”. Wywiad rzeka jaki z mistrzem Europy przeprowadził mistrz dialogu, jest dowodem na to, że poświęcenie się pasji oraz wiara w swoje możliwości w dążeniu do celu, jest bardzo ważna by zdobywać szczyty. KAJTO całe swoje życie podporządkował miłości do czterech kółek, sprzedając sklep, postawił wszystko na jedną kartę i wygrał – wygrał spełnienie marzeń. Postawa Kajetana może być wzorem dla młodego pokolenia, że ciężka praca, stawianie czoła pojawiającym się trudnością nie tylko tworzy nasz charakter, ale prowadzi nas do zwycięstwa. Rozmowa w której „uczestniczyłem”, pokazała mi człowieka bardzo optymistycznie nastawionego do życia, który będąc na szczycie sławy pozostał człowiekiem „zachowując przy tym pozytywne, ludzkie wartości”. Nie bez powodu napisałem, o rozmowie, w której uczestniczyłem. Fakt, nie byłem osobiście, lecz czytając książkę można odnieść wrażenie, że jest się trzecim uczestnikiem przysłuchującym się trwającej rozmowie. Jest to bez wątpienia zasługa umiejętności prowadzenia rozmowy przez Krzysztofa Pyzia. Nie jest to rozmowa według schematu zadać pytanie, wysłuchać, zadać kolejne i tak dalej. Dziennikarz elastycznie prowadzi rozmowę, umiejętnie a zarazem luźno zadaje pytania, reagując na to co dzieje się tu i teraz. Zatem mogę powiedzieć, że ja tej książki nie czytałem, ale uczestniczyłem w rozmowie. Czuć było, że Panowie zaprosili nas do wspólnej rozmowy. Zresztą co będę mówił, przeczytacie, to zrozumiecie co mam na myśli. Książkę „KAJTO. Jadę po swoje”, polecam nie tylko miłośnikom rajdów, ale również takim laikom jak ja, gdyż opisy są tak wiarygodne, zrozumiałe, jakbym siedział obok na miejscu pilota, był w ekipie mechaników – po prostu współtworzył team Kajetana Kajetanowicza. Dzięki książce możemy od kuchni wejść w świat wyścigów, poznać kulisy rajdów i ich organizację. Kajetanowicz nawet dzieli się z nami poradami jak skutecznie można ćwiczyć swoją koncentrację, pokazując jednocześnie jakże ważna jest ona podczas wyścigów. Wystarczy ułamek sekundy nieuwagi i dzwon zaliczony. I tu bez wątpienia znaczenie ma pełne zaufanie w całej grupie, ale przede wszystkim na linii kierowca-pilot, bowiem „gdy gnasz 200 kilometrów na godzinę”, każda sekunda jest na wagę złota mistrza Polski i Europy. Ekstremalne warunki to nieodzowny element każdego wyścigu. Tylko ludzie o nerwach ze stali, potrafią zachować zimną krew, gdy przy ogromnej prędkości odpada drążek do zmiany biegów lub kierownica, albo ptak wpada nam do daszka na wlocie powietrza. Dlatego jak mistrz sam przyznaje „symbioza z zespołem jest bardzo ważna”. Aż dziw bierze, że w tym wszystkim uczestniczy człowiek, który ma chorobę … lokomocyjną, a mimo to, już jako młody chłopak wykazuje się szybkością nauki jazdy, bowiem z dwudziestu przepisowych godzin, wystarcza mu zaledwie dziesięć, by potrafić umiejętnie „władać” kierownicą. Krzysztof Pyzia i Kajetan Kajetanowicz zaserwowali nam wielką jazdę na krawędzi, a my siadając na fotelu pasażera poznajemy człowieka pozytywnie nastawionego do życia oraz jak dodaje Krzysztof Hołowczyc, człowieka, który „konsekwentnie jedzie po zwycięstwo, zdobywając kolejne tytuły. Książka wzbogacona jest również o wypowiedzi znany sportowców, którzy potwierdzają wysoką klasę Kajetanowicza. Z kolei fotografie oraz pigułka najważniejszych osiągnięć mistrza potwierdzają, że KAJTO wielkim rajdowcem jest. Myślę, że warto poznać biografię człowieka, dla którego RAJdy to istny RAJ. Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami szybkiej jazdy, i nie czujecie zapachu spalin i unoszącego się kurzu, to i tak polecam książkę „wszystkim, którzy mają zamiar uwierzyć w siebie, zachowując przy tym pozytywne, ludzkie wartości”




poniedziałek, 23 października 2017

Walka z życiem o życie.


„Przypadki Agaty W.” to książka, która od pierwszych stron przykuwa uwagę. Opis wypadku oraz stan emocjonalny Agaty jest tak sugestywnie opisany, że czytający ma wrażenie, jakoby on sam był ofiarą wypadku, czuł ból oraz stan śmierci klinicznej jaki przechodzi bohaterka. Pani Sandra umiejętnie wprowadza nas w ten stan, a doskonały warsztat pisarski pozwala zadać sobie pytanie, czy aby autorka nie opisuje swoich prywatnych wydarzeń związanych z doświadczeniami z życia Agaty? Opis ten zdaje się być udaną próba autopsji tych zdarzeń. Tak jak przy pierwszym spotkaniu – pierwsze pięć minut ma znaczenie, tak w przypadku książki, prolog decyduje czy odkładamy ją na potem, który nigdy nie powraca, czy zostajemy z książką, i pozwalamy jej płynąć. I tak samo było w przypadku książki Pani Sandry – kupiła mnie bez reszty, owładnęła moimi wszelkimi zmysłami poznawczymi, zachęcając do dalszego zgłębiania „Przypadków Agaty W.”. Moją uwagę przykuł również opis stanu depresyjnego, gdzie opisane są zachowania osoby, która jest doświadczona tym uczuciem. Tu po raz kolejny autorka wykazała się tak silna sugestią, że w pełni współodczuwałem te emocje. „Przypadki Agaty W.”, jest książką, którą można zakwalifikować do wielu gatunków, nie można zamknąć jej w ramy jednogatunkowej szuflady literackiej. Każdy znajdzie tutaj bogate opisy erotyczne, również sceny z gatunku fantasty, gdzie główna bohaterka zmierza się ze swoimi lękami i strachem, próbując pokonać żywioły. Również znajomość Agaty i wsparcie jakie uzyskała ze strony Pana Perdiauxa może być świetną lekturą dla każdego coacha. Zaznaczę tu jednak, że książka nie jest poradnikiem, jest czymś więcej – jest drogowskazem dla każdego, kto codziennie podejmuje walkę z życiem o życie. Jest tu również ukazana wartość życia. Agata negatywnie doświadczona, próbuje popełnić samobójstwo. Jednak w zetknięciu ze swoimi lękami boi się ich w obawie o utratę życia. Bardzo ważna jest dla niej znajomość z Marie, która pomaga jej zwyciężyć swoje słabości. Nie bez znaczenia dla Agaty jest scena z kopaniem sobie grobu, gdzie dokonuje ona swoistej spowiedzi przed samą sobą, która de facto jest dla niej niczym innym jak oczyszczeniem z życiowych toksyn. Dzięki temu bohaterka odnajduje harmonie a jej serce „bije razem z sercem ziemi”. Sandra Borowiecka uświadamia nam, że nie możemy brać odpowiedzialności za czyjeś życie, natomiast „to co się dzieje jest wypadkową naszych wyborów i decyzji, które podejmujemy każdego dnia”. Czy książka jest osobistą terapią autorki, która wylewa żale, oczyszcza się? Kto wie? Ale jedno wiem na pewno – powieść ta dodaje siły walki, jest akumulatorem do mierzenia się z życiem, do spełniania własnych pragnień. Pani Sandra pisząc tę książkę pozwala „zrozumieć po co żyjesz. Kim jesteś, albo kim chcesz się stać... pozwala Ci zrozumieć przeszłość i jej wpływ na teraźniejszość. W żyłach Sandry Borowiecky płynie krew AGAPE, a „Przypadki Agaty W.”, to Atrakcyjne Genialne Arcydzieło Pisarskie Ewidentnie. Chcesz wiedzieć, jak walczyć z życiem o życie i znaleźć sens w bezsensie i odrzucić bezsens sensu sięgnij po tę książkę. Oczyszcza z toksyn i pozwala żyć !!!

Premierze książki "Przypadki Agaty W.", będzie towarzyszył start akcji społecznej „Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę”. Ponadto, z każdego sprzedanego egzemplarza, wydawnictwo przekaże 30% ceny na rzecz fundacji działających na rzecz ofiar maltretowania w rodzinie i molestowania seksualnego. Oparta na faktach historia dziewczyny, która odkryła, że w jej żyłach płynie Agape.