czwartek, 17 maja 2018

I o to właśnie chodzi!


Kolejna książka Miry Białkowskiej to dawka niespożytej energii tryskającej poczuciem humoru. Autorka ujmuje każdego czytelnika optymistycznym podejściem do życia, którym zaraża każdego z nas. Książka nie tylko bogata jest w radosne postrzeganie otaczającego nas świata, lecz zawiera również wątki refleksyjnie, które dla każdego z nas, niezależnie od metryki są ważnym elementem naszego życia. Dzięki refleksji jesteśmy w stanie dostrzec to co dobre, lecz również uświadomić sobie, że w życiu jak to w życiu przytrafiają się również trudne momenty, których doświadczenia budują nasz charakter. „O Co Ci Chodzi” to lektura przyjemna, tchnąca w nas uśmiech i radość, lecz także uczy nas pewnego dystansu do życia. Życia, które nie tylko niesie nam radości, ale i smutki. Najważniejsze jest by móc cieszyć się każdym dniem. I taka właśnie jest twórczość Miry Białkowskiej – optymistyczna, pełna wigoru i słonecznych promieni, które rozświecają i ogrzewają każdy dzień. Pani Mira ujęła mnie nie tylko ciekawą  i życiową treścią płynącą z najnowszej książki, lecz w pamięci wykuły się fraszki, pełne energii do życia i emanujące radością przez duże R. 

Wspomniany optymizm, poczucie humoru, wesołe i pełne energii fraszki to ważne elementy, które nadają ogromną wartość książce. Dodatkowym walorem, taką wisienką na torcie, dodającym pełni uroku są ilustracje autorstwa Pani Agnieszki Kazały, które tchnęły dodatkowego ducha energetycznej dawki pozytywnego nastawienia. Wizualny wkład w książkę ma również Pani Ania Skórczyńska, która jest autorka gustownie zilustrowanych nóżek Moniki. Koniecznie musicie je zobaczyć – są cuuudne! Mira Białkowska przykuwa uwagę stylem pełnym optymizmu, który zaraża i dodaje sił. „O Co Ci Chodzi” to książka, którą polecam każdemu z nas, niezależnie od wieku bowiem każdy z nas znajdzie w niej jakąś cząstkę siebie, cząstkę naładowaną pogodą ducha, podczas lektury której uśmiech jest gwarantowany od ducha do ucha, gdyż moc energii jak z pieca bucha.

To co dodatkowo urzeka w historii przedstawionej przez Panią Mirę to spojrzenie na rzeczywistość z dwóch perspektyw – Moniki,  nauczycielki śpiewu oraz studentki Rozalii. Dzięki temu mamy możliwość spojrzenia na pewne kwestie z dwóch różnych punktów widzenia, niejako położonych po przeciwnych stronach. Autorka książki dzieli się z nami swoim usposobieniem, pozytywnym nastawieniem co nie raz wyzwala w nas salwy śmiechu przepełnionego poczuciem ciągłego aplikowania nam przez autorkę zastrzyku dowcipu. Styl Pani Miry jest lekki, przyjemny niczym piórko i nawet czytając tę książkę mam przed oczami obraz Autorki, tworzącej tę historię z towarzyszącym Jej ciągłym uśmiechem na twarzy. A uśmiech jak dobrze wiemy to najlepsze lekarstwa na smutki i bolączki współczesnego świata – jak sama Autorka przyznaje „dowcip i humor to… sprawdzony sposób, jedyny – na nabzdyczone i kwaśne miny”. Mira Białkowska po raz wtóry kupuje nas zabawą i poczuciem humoru. Jeśli o to Wam chodzi, to świetnie trafiliście. Autorka doskonale wie „O co Ci chodzi?”. Śpiew, muzyka i tańce pobudzą każdego z nas, a treść książki – niczym nuty na pięciolinii – sprawi, że czas z nią wyśmienicie nam minie. Ta powieść, niczym barwny motyl, przyciąga wachlarzem emocji. Zatem wejdź w tę przygodę, przecież o to nam chodzi! Prawda? Prawda! Przeczytałem, poznałem i się uśmiałem – i o to chodzi!!!



środa, 16 maja 2018

Dopełnienie Czterech Żywiołów Saszy Załuskiej.


„Chciałam też żeby to był ostry kop, kopniak taki ostry” – Pani Katarzyno „Czerwony Pająk” porusza głębią, powodując, że z każdą stroną powieści pragniemy zanurzać się w otchłań fabuły, która niczym żywioł wody zalewa nasze pokłady wyobraźni. Czytając dotychczasowe książki królowej polskiego kryminału nie sądziłem, że można pójść jeszcze dalej, że można ofiarować czytelnikowi literacki nokaut. Tak jak ofiara z okładki zatraca się w toń wody, tak my z każdą stroną zanurzamy się, brniemy w historię, która w czwartej części Żywiołów Saszy Załuskiej scala wszystkie jej elementy w jedną całość, dając nam obraz, który zawiera odpowiedzi na kłębiące się w naszych umysłach pytania. Nie sposób napisać recenzji tej książki bowiem jakichkolwiek słów bym użył, jakikolwiek ładunek emocjonalny bym im nadał, jakiekolwiek szaty uczuć bym na nią nałożył i tak nie oddałbym w najmniejszym stopniu tego, co ta książką wyprawia z naszą percepcją doświadczania misterium z „Czerwonym Pająkiem”. Jednym z wielu powodów dla których kocham twórczość Pani Katarzyny to szacunek Autorki do czytelnika, który wyraża się ogromem zaangażowania w pracę twórczą. 

Po raz kolejny research w powieści jest na wysokim poziomie. Opis nurkowania jest tak realny, że można odnieść wrażenie, że to właśnie my jesteśmy nurkiem, który odkrywa ciało ofiary. Jest to wynikiem pieczołowitej pracy Pani Katarzyny. Wspomniany ogrom pracy połączony z talentem tworzenia kryminalnej fabuły przeistacza się w powieść, która jest nie tylko książką, lecz jest dawką poruszającej historii, która niczym pajęcze szczękoczułki oplata nasze emocje do czerwoności. Ostatnia część tetralogii to owoc trzyletniej pracy Pani Katarzyny zawarty w ponad ośmiuset stronach wulkanu emocji, którego erupcja wydobywa na powierzchnię intymność Saszy Załuskiej. Dobitnie pokazuje nam dramat Matki, która by odzyskać jedyną córkę zrobiłaby i oddałaby wszystko, ba byłaby nawet gotowa podpisać pakt z diabłem. Gdy córka profilerki zostaje uprowadzona, Sasza jest w stanie przeciwstawić się wszelki mocom zawartym w czterech żywiołach. Niczym Usain Bolt łamiący opór powietrza nie oprze się żadnej metodzie, by móc uratować własną córkę.

Jest w stanie przekopać ziemię kawałek po kawałeczku by odnaleźć archiwum kompromitujące czołowych przedstawicieli świata biznesu i polityki, które dla Załuskiej jest kartą przetargową w odzyskaniu Karoliny. Jest w stanie wejść w ogień, by móc ocalić swoje jedyne dziecko. I wreszcie nie podda się największej fali wody, by odzyskać porwaną córkę. Katarzyna  Bonda pokazuje twarz Saszy Załuskiej, bezkompromisowej i walecznej Matki i Kobiety, która nie cofnie się przed niczym i pomimo swych słabości, które w tej części tetralogii widać najbardziej jest silna i twarda. „Czerwony Pająk” jest dopełnieniem historii o Saszy Załuskiej, która tym razem w najważniejszej walce swojego życia musi stawić czoła swoim słabościom oraz wszelkim przeciwnościom losu. Do pokonania ma wiele, do stracenia najwięcej, a z każdym krokiem odsłania przed nami kolejną mroczną kartę tajemnicy z własnej przeszłości. „Czerwony Pająk” Katarzyny Bondy jest idealnym, dopracowanym pod każdym najdrobniejszym szczegółem dopełnieniem czterech części, z których każda ma swój wyjątkowy i niepowtarzalny klimat.

Natomiast dopiero połączenie tych wszystkich żywiołów zazębia historię w jedną kompatybilną całość, tworząc dwa tysiące dziewięćset siedemdziesiąt stron arcydzieła na miarę globalną i ponadczasową, potwierdzając tym samy zasadność tytułowania Katarzyny Bondy królową polskiego kryminału. Ostatnia część tetralogii, jest również książką, którą z wielką trudnością i smutkiem odkłada się na półkę bowiem wszystko ma swój koniec, lecz wierzę, że ten koniec jest początkiem czegoś nowego… Ale spokojnie Pani Katarzyno. Proszę odpoczywać, relaksować się. Kto kocha ten poczeka. Ja poczekam, teraz jest czas dla Pani – tak, to czas na oklaski i słowa uznania. A wiem, że od 23 maja (dnia oficjalnej premiery) będą one do Pani napływać wartkim nurtem.


P.S. 1. Pani definicja Anioła powaliła mnie na kolana.

P.S. 2. Moje ukłony za przywołanie muzycznej twórczości Edyty Bartosiewicz.

P.S. 3. Serdecznie dziękuję za możliwość przedpremierowego przeczytania „Czerwonego Pająka”.




piątek, 11 maja 2018

Lesko – polskie Twin Peaks.


Okładka debiutanckiej powieści kryminalnej Pawła Ślusarczyka przykuwa uwagę w każdym calu. Tak samo jest z treścią „Mrocznej Tajemnicy Bieszczad”. Powieści tej nie można zakwalifikować tylko i wyłącznie do gatunku kryminalnego. Dzieje się tak między innymi dlatego, że autor serwuje nam pikantne wątki erotyczne okraszone nutką humoru. Na pewno każdy miłośnik kryminału, erotyku i dobrego humoru znajdzie w tej historii jakąś cząstkę siebie. Powieść to ciekawie utkana fabuła, wyraziste postacie, a to wszystko w tle historii w którą chcemy brnąć. Lesko w którym dzieje się akcja książki, dotychczas kojarzyło mi się z latami młodości, gdy byłem w tym urokliwym mieście na wakacjach. Dziś dzięki autorowi przywodzi na myśl powieść, którą warto przeczytać, a sprzyjający temu okres wakacyjny podkręci atmosferę świetnej lektury. Książka bogata jest w wiele intrygujących wątków, których mianownikiem wspólnym jest tajemnicze morderstwo młodej Diany Borek.
Autor umiejętnie komponuje fabułę, trzymając nas w napięciu oczekiwania na rozwiązanie zagadki zbrodni. Wszelkie tropy jakimi podążamy na każdej ze stron mogą wskazywać na kilku sprawców zbrodni. Nie ma tutaj prędkiej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie – kto zabił? Chęć poznania personaliów mordercy pchnie nas do przewracania kolejnych stron. Autor umiejętnie osadził tło powieści w klimacie górskim. Czuć tu nie tylko powiem halnego, lecz również zauważalna jest gwara Bieszczad, której jesteśmy świadkami chociażby przy okazji przesłuchania Jarosława Boguckiego. Paweł Ślusarczyk wykazał się umiejętnością budowania nastroju kompozycji powieści, dodając do niej nie tylko wątki kryminalne, lecz przemyślane i budzące zmysły opisy erotyczne.
 Taka pikanteria na pewno dodaje uroku powieści, podsyca czytelnicze doznania, powodując, że nie puścimy tej książki nie tylko do ostatniej strony, lecz również do ostatniego tchu. Takie połączenie świetnie się sprawdza i jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jest również dowodem na to, że autor jest w stanie odnaleźć się w kilku gatunkach nie szufladkując się tylko i wyłącznie w jednych ramach literackich. Autor miał ciekawy pomysł na wciągającą powieść i go obronił. Książka fascynuje zawiłością intrygi, specyficznym klimatem akcji, która jest efektem nieszablonowego podejścia twórcy do komponowania fabuły. Książka budzi wiele emocji, a jej niepowtarzalny klimat elektryzuje trzymając nas w napięciu, któremu nie chcemy stawiać oporu, lecz zamierzamy brnąć natężając swoją ciekawość do rozwikłania zagadki „Mrocznej Tajemnicy Bieszczad”. Pan Paweł bez wątpienia wykazał się umiejętnością pisania, tworzenia ciekawych historii, które warto poznać, przeżyć i niejednokrotnie powracać we wspomnieniach świetnej, wartościowej i wciągającej lektury, podczas której, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Lesko jawi się nam jako miasteczko Twin Peaks. Amerykanie mają swojego Marka Frosta i Davida Lyncha, a my mamy to wszystko w jednej osobie Pawła Ślusarczyka. „Mroczna Tajemnica Bieszczad” to debiut literacki autora. Na tyle udany, że nie będzie tajemnicą, jeśli powiem, że z niecierpliwością i wypiekami na twarzy czekam na kolejną powieść. I jestem pewien, że nie jestem odosobniony w tej opinii i wyczekiwaniu. Tak już na zakończenie serdecznie dziękuję Pawłowi Ślusarczykowi za świetną książkę wraz z dedykacją. Zapewniam, że zapach bieszczadzkich zagadek towarzyszył mi przez cały czas czytania i jest ze mną nadal na myśl o wspomnieniach wyjątkowej przygody z książką.

czwartek, 10 maja 2018

Prawda skrywana latami, czyli w poszukiwaniu własnej tożsamości.

„Syn Zakonnicy” Joanny Jax to ciekawa historia na tyle intrygująca i niewiarygodna, że aż wydaje się niemożliwe, by była realna. Jednak tło tej powieści oparte jest na wydarzeniach prawdziwych, co dodaje książce pikanterii wzbudzając i wzburzając emocje do maksimum. Joanna Jax potwierdza swoją pozycję pisarki, która na tle wzruszających historii potrafi stworzyć książkę, która poruszy serca i umysły wielu zatopionych w lekturze. Specjalnie użyłem słowa stworzyć, a nie napisać, ponieważ „Syn Zakonnicy” jest nie tylko książką, lecz przede wszystkim dziełem idealnym. Nie bez powodu napisałem również zatopionych w lekturze, gdyż powieść tę nie tylko czytamy wertując jej strony jedna po drugiej, lecz wtapiamy się w  jej tajemniczą fabułę. Autorka ma niebywały dar wprowadzania swoich czytelników do świata intrygi, gdzie w mrocznych korytarzach tkwi tajemnica skrywana latami. Klucz do jej zagadki ma Joanna Jax. Dowiedz się, co kryją klasztorne mury. Gdy przekroczysz zakonną bramę, nie będzie już odwrotu. Zabije ostatni dzwon, a wraz z nim Twoje serce… Czy podołasz?
Powieść ta pokazuje również ironię losu - zakonnica, która przez niemal całe swoje życie darzyła miłością i opieką wiele dzieci, nie potrafiła wykrzesać choć krzty tego uczucia wobec własnego syna. Matka Judyta zapewne starała się przelać miłość wobec swojego jedynego i biologicznego syna,  na inne dzieci. Zapewne nieraz w sercu i umyśle zakonnicy kłębiły się pytania „A może Bóg miał taki plan, by zabrać mi dziecko, żebym stała się matką dla tysięcy innych?”. Książka jest fikcją literacką inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, których scenariusz pisze samo życie. „Syn Zakonnicy” dotyka kontrowersyjnego tematu miłości zakonnicy i nazisty, a owocem uczucia dwojga jest dziecko, które po latach próbuje dociec prawdy w odnalezieniu swojej prawdziwej tożsamości. Niestety za murami klasztoru spotyka się z murem milczenia, a tam gdzie powinien otrzymać miłość i zrozumienie natrafia na bezduszność systemu instytucji kościelnej. 
Jednak z drugiej strony brak we mnie takiej wewnętrznej zgody, przyzwolenia na to, by osoba, która postąpiła źle, umoralniała innych w tym samym postępowaniu. Jakim prawem matka oddająca swoje dziecko wskazuje innym jak mają postępować? Być może legitymuję ją do tego doświadczenie własnego bólu wynikającego z oddania syna na wychowanie innym. Pani Joanna stawia nas przez kilkoma ważnymi pytaniami, na które nie sposób znaleźć jednoznaczne odpowiedzi. Czy aby na pewno posługa wobec kościoła jest ważniejsza od miłości rodzicielskiej? Pytania mnożą się, a odpowiedzi brak. Mało kto może wiedzieć co przez te wszystkie lata czuła Matka Judyta? Nie wiemy czy oddanie syna w ręce innej rodziny było tylko i wyłącznie decyzją zakonnicy, czy też narzuceniem władz kościelnych? Co przez te lata mogła czuć, czy miłość, której nie mogła ofiarować synowi, chciała przelać na uczucie wobec dzieci, którymi się opiekowała? Historia przedstawiona przez Joannę Jax pokazuje dramat nie tylko zakonnicy, lecz również syna, który po wielu wielu latach dowiaduje się prawdy skrywanej latami, a w poszukiwaniu własnej tożsamości napotyka na brak empatii ze strony osób, które powinny być wzorem miłości wobec bliźniego. A to wszystko w imię tajemnicy i dobrego wizerunku kościoła. Słowa uznania jak i podziękowania kieruję w stronę autorki powieści. Pani Joanno serdeczne dzięki za ukazanie światu historii, która budzi wiele kontrowersji i choć podejmuję tematy niewiarygodne i ciężkie życiowo jest ona dla nas ważna. „Syn Zakonnicy” to książka o mocnym ładunku emocjonalnym, lecz pisana lekkim, przyjemnym językiem. Książka skłania do wielu rozważań – jak postąpilibyśmy na miejscu Seweryna Rosiaka czy również mielibyśmy w sobie tyle chęci i niezłomności w dociekaniu prawdy o swoim pochodzeniu? Warto sięgnąć po kolejną książkę autorstwa Joanny Jax, ponieważ mamy gwarancję poznania wyjątkowej historii do której nie raz będziemy wracać myślami - ile jeszcze takich historii skrywają klasztorne mury?


sobota, 5 maja 2018

Mistrzowski debiut Bartosza Szczygielskiego.

DEBIUT Bartosza Szczygielskiego wyrywa się z ram definicji tego słowa bowiem rzadko się zdarza by pierwszy krok był dla autora tak wielkim wkroczeniem do czołówki. Mocna, świetna, rewelacyjna – taka właśnie jest „Aorta”. Pierwszy tom z Gabrielem Bysiem na czele tłoczy emocje na najwyższym poziomie. Autor już na wstępnie powoduje, że krew w naszych tętnicach wzbiera niczym surówka w piecach martenowskich. Szczygielski tworząc postać komisarza Gabriela Bysia nie idzie na skróty. Dokąd zatem zmierza? Jedno jest pewne – nie jest to droga na skróty. I bardzo dobrze! Mroczny klimat do jakiego zaprasza nas autor w połączeniu z mocnym językiem i bezkompromisowym charakterem głównego bohatera daje nam mieszankę wysokoprocentowych doznań. Powieść jest lekturą ambitną, wymagającą myślenia a nawet zatrzymania się na chwile i przeanalizowania krok po kroku tego, czego doświadczamy. Pan Bartosz zaimponował mi kwiecistością języka, bogatą wyobraźnia, ale przede wszystkim umiejętnością połączenia tych wszystkich elementów w jedną całość tworzącą twór doskonały jakim jest „Aorta”.
Dotychczas słowo aorta kojarzyło mi się z najważniejszą tętnicą, największym naczyniem w organizmie człowieka. Od kilku dni słowo to oznacza jedną z najważniejszych powieści kryminalnych, którą przeczytałem i z pełną świadomością polecam każdemu. Wszystkie elementy fabuły tej powieści łączą się w idealną całość. Mroczny klimat i niepowtarzalny styl autora wprowadzą nas w świat makabrycznych zbrodni, z którymi zmierzymy się wraz  z nieustępliwym komisarzem Bysiem. Byś to zapewne postać, której zbytnio nie zależy na naszej sympatii – jest nieszablonowy. Dzięki temu jest prawdziwy, wiarygodny nie wyidealizowany, lecz realny. To właśnie powoduje, że taka postawa popycha nas w jego kierunku, niczym magnes przyciąga, powoduje, że lgniemy do niego i wraz z nim dążymy do odkrycia prawdy. Styl tej powieści jest wyjątkowy, przyciąga nie tylko realnymi opisami, lecz również poczuciem humoru powieści, który raz po raz serwuje nam mroczne jak i humorystyczne dialogi.
Aorta bez wątpienia jest mocnym kryminałem zapewniającym nam ostrą jazdę bez trzymanki. Bartosz Szczygielski w pełni zaspokaja apetyty ambitnego i dojrzałego konesera kryminału. Drastyczność i bezwzględność morderstw uderza i elektryzuje do szpiku kości. Autor debiutuje w iście mistrzowskim stylu, znacząco podnosząc poziom polskiego kryminału, dawkując nam niezapomniane emocje. Fabuła „Aorty”, przyciąga, powoduje, że krew w żyłach buzuje zmuszając naszą aortę do pracy na pełnych obrotach. Pan Bartosz swoim debiutem wprowadza nową jakość do polskiego kryminału. Autor odznaczył się wyjątkowym stylem tworzenia fabuły, niepowtarzalnym klimatem kreowanych postaci i ich historii. Tą powieścią nie tylko debiutuje w mocnym stylu, lecz już na wstępie zapisuje się w miejscu przeznaczonym dla wielu znanych i lubianych twórców kryminalnego rzemiosła. Pikanterii historii dodaje fakt, iż usytuowana została ona w Pruszkowie, gdzie w makabryczny sposób zabita zostaje kobieta. A sami dobrze wiemy z czego te miasto słynie! Jest to na pewno dodatkowym bodźcem zwiększającym ciśnienie naszej krwi. A jeśli chodzi o „Krew” już niebawem zaleję się w lekturze drugiej części trylogii Bartosza Szczygielskiego.

piątek, 4 maja 2018

Mieszkałam w Domu Szatana.

 „Spowiedź Ewy Braun. W Cieniu Hitlera” to wyjątkowa i wzruszająca książką ukazująca nie tylko życie partnerki największego tyrana XX wieku, lecz również ilustruje dramat drugiej z kobiet – Anny Lerke, autorki książki. Recenzję piszę po kilku dniach od jej przeczytania, gdyż mnogość emocji jakie we mnie wywołała, niczym wytrawne wino, musiała leżakować, ułożyć się w jedną całość. Książka nie jest tylko spowiedzią Ewy Braun – jest wzruszająca historią kobiety, której wojna zabrała rodzinę młodość i osadziła w samym centrum piekła. Uczucie usługiwania oprawcom swoich najbliższych towarzyszył Annie Lerke przez cały czas. Jednak z drugiej strony czuła Ona ogromną wdzięczność za uratowanie, wyrwanie ze szponów śmierci. Ewa Braun wybrała Annę Lerke z tłumu. Dlaczego? Na te pytanie odpowiedź znajdziecie w książce. Co jeszcze ciekawego niesie za sobą ta publikacja. Wiele – każda strona kipi informacjami, dzięki czemu jesteśmy naocznymi świadkami kluczowych wydarzeń z życia Ewy Braun i Adolfa Hitlera. To właśnie dzięki Annie Lerke poznajemy ten świat od kuchni. Informacje szokują a sposób narracji daje uczucie jakbyśmy uczestniczyli w codziennym życiu. Ogromne wrażenie wywarła na mnie cała publikacja, jednak opis wydarzeń w bunkrze, przedstawienie ostatnich dni z życia Hitlera i Ewy Braun wywołało we mnie wrażenie przeżycia tych wydarzeń na własnej skórze. Jest to zapewne wynikiem wyjątkowej narracji autorki książki, która stwarza w nas uczucie przeżywania tych chwil wraz z nią.
Książka jest nie tylko bogata w wiedzę historyczną – mnóstwo w niej wzmianek będących ciekawymi smaczkami dla historyków, lecz również ujmuje bogactwem emocji jakie wywołuje. Można zadać sobie pytanie – czy można pokochać takiego tyrana, a jeśli już czy miłość może być aż tak ogromna wobec takiego człowieka jakim był Hitler? Warto zastanowić się – do czego Ewa Braun była mu potrzebna? Czy uznawana była za aryjski kanon piękna? Ile też o okrucieństwach wiedziała? Jaką rolę w życiu Führera pełniła? Na pewno ocieplała wizerunek. Te wszystkie pytania piętrzą się w naszych głowach, a odpowiedzi udziela nam powiernica pierwszej damy III Rzeszy. „Spowiedź Ewy Braun. W Cieniu Hitlera” to nie tylko książka historyczna, lecz również historia wielkiej miłości, którą ciężko zrozumieć. Można odnieść wrażenie, że Ewa Braun była ślepo zapatrzona w wodza wierząc, że „Hitler  wypełnia pisaną mu przez przeznaczenie misję. Że jest on wybrankiem ludu i ma do wykonania na Ziemi wielkie zadania”. Pełne oddanie kobiety szokuje, tym bardziej, że nie zawsze mogła ona liczyć na odwzajemnienie uczucia a także przez lata ukrywana była przed światem. Można powiedzieć, że żyła w cieniu potwora, lecz swoją charyzmą i oddaniem nadawała pewien blask wobec którego nie mógł on przejść obojętnie. Ewa Braun była kobietą intrygującą, pełną zagadek i choć „większość traktowała ją jak powietrze, jak głupiutką panienkę, chwilową miłostkę, a nie poważną partnerkę, która mogłaby być pierwszą damą Rzeszy”, to właśnie jej wszystkie marzenia spełniał Hitler, dzięki czemu miała rajskie życie. Jednak z drugiej strony miała wszystko i nic. Brak pełnej miłości ze strony partnera nie mogło być zrekompensowane jego szczodrością. A mimo to Ewa Braun przysięgła „Zostanę do końca. Wszyscy odejdą, a ja zostanę. Tylko śmierć może mnie zatrzymać”. Książka oprócz wielu ważnych i pikantnych szczegółów z życia Ewy Braun i Adolfa Hitlera, zawiera mnóstwo ważnych historycznych faktów, a także ilustracji, które są bogatym i ciekawym dopełnieniem publikacji. Na szczególną uwagę zasługuje również historia Anny Lerke, która po latach szczerze wylewa na papier bolesne doświadczenia swojego dorosłego życia, które spędziła w cieniu potwora. Książkę polecam każdemu, kto interesuje się historią II wojny światowej jak i również każdemu z nas, gdyż warto poznać historię trojga ludzi tak różnych wartości które za sobą niosą. Za egzemplarz recenzencki „Spowiedź Ewy Braun. W Cieniu Hitlera” serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona, dzięki czemu będzie on dopełnieniem dotychczasowych książek „Spowiedź Hitlera. Szczera Rozmowa z Żydem” oraz „Spowiedź Stalina. Szczera Rozmowa ze Starym Bolszewikiem” autorstwa Christophera Machta.

wtorek, 24 kwietnia 2018

Apokalipsa według Przemysława Piotrowskiego.

Mroczna wizja Europy jaką snuje przed nami Przemysław Piotrowski nie jest tylko i wyłącznie wizją lecz realnym obrazem, odzwierciedleniem współczesności. „Radykalni. Rebelia” jest kontynuacją pierwszej części jakże dobitnie ilustrującą nasze czasy. Ogromna wartość tej książki zawarta jest w wielu aspektach – realności opisów oraz wyjątkowości pióra Przemysława Piotrowskiego. Autor umiejętnie utrzymał poziom, nadal mocno trzymając nas w napięciu przez blisko czterysta stron. Książka zdaje się być fikcją literacką, jednak do złudzenia przypomina nam doniesienia agencji prasowych na całym świecie. Ogromne brawa i wyrazy uznania należą się autorowi, który bez tabu, bez zbędnej ściemy przekracza granice, pokazując – ba odwzorowując dzisiejsze czasy na kartach swej powieści. Miejmy tylko nadzieje, że nie przelane zostaną one wraz z naszą krwią na karty historii. Zdecydowany i bezkompromisowy język Pana Przemysława przyciąga uwagę, elektryzuje i daje do myślenia o nas, o naszej przyszłości i przede wszystkim w zasadniczy sposób zadaje pytanie – dokąd zmierzamy? Autor wywołuje sensacje, fabuła przeraża okrucieństwem, lecz zdaje się najbardziej przerażająca jest autentyczność. Realizm książki wzbogaca fakt, iż Przemysław Piotrowski przez wiele lat mieszkał i pracował z wieloma muzułmanami. Dlatego też od podszewki zna ich poglądy religijne, polityczne jak i zachowania, przyzwyczajenia czy sposoby myślenia, co jeszcze bardziej uwiarygadnia prawdę i przesłanie płynące z powieści. Wzbogaca to wartość książki, ponieważ autor wie co pisze, zna temat i jest nie tylko autorem lecz również autorytetem w dziedzinie. Styl jaki zaprezentował Pan Przemysław jest magnetyczny przyciąga jak magnes lecz również nie tyle co odstrasza, ale jest głosem przestrogi wobec kierunku w jakim zmierza Europa. Książka jest świetną lekturą dla nas wszystkich niezależnie od majętności czy poglądów politycznych. Jeśli zaś o politykę chodzi, chętnie przy tej lekturze zobaczyłbym wielu możnowładców tego świata. Kto wie – może dzięki niej inaczej potoczyłaby się współczesna historia naszego globu?
Autor w bardzo męski, zdecydowany i dosadny sposób próbuje dotrzeć do naszej wyobraźni, do naszego sumienia. „Radykalni. Rebelia” jest mieszanką wybuchową – szokuje a zarazem fascynuje czytelnika, zawiera domieszkę wizji, która kroczy ku apokalipsie, lecz dzięki przestrogom autora możemy jeszcze się ocknąć. Pytanie tylko czy nie jest za późno, a jeśli jest szansa na zmianę – pytanie na jaką? Przemysław Piotrowski niczym najczulsza struna, porusza nasze sumienia, zmusza nas do myślenia. Druga część Rebelii jest książką mocną, ambitną, ważną ze względu na podejmowane tematy. Książka ujmuje podwójnie – ciekawie wymyśloną i trzymającą w napięciu fabułą, jak i również futurystyczną, apokaliptyczną wizją naszych czasów. Myślę, że jest ona na topie, nie tylko ze względu na tematykę obecnych czasów, ale jestem również przekonany, że książka ta będzie na topie najlepiej sprzedających się powieści.