piątek, 13 lipca 2018

W Krainie Selfów 1.


Nisza – Targi Książki Niezależnej i Artystycznej odbyła się w weekend na przełomie czerwca i lipca. Pierwsza edycja tej imprezy to przełomowe kulturalne wydarzenie, które na mapie Wrocławia zagości na stałe. Jestem tego w zupełności pewien, bo jeśli jest tworzona z miłości i pasji to sukces gwarantowany. A serca wiele można było znaleźć. Ale po kolei, zacznijmy od początku. Targi o których mowa rozpoczęły się w piątek 29 czerwca. Dla Czyt-NIKa jako partnera zaczęły się znacznie prędzej. 

W czwartek na kilkanaście godzin przed inauguracją miałem przyjemność spotkać się z Maćkiem Zarańskim – mózgiem całej „operacji”. Miałem okazję porozmawiać o przygotowaniach oraz na własne oczy przyjrzeć się temu jak z mistrzowską precyzją wszystko jest dopinane na ostatni guzik. Przy aromatycznej kawie podczas ciekawej rozmowy przechadzałem się po jedynej tego rodzaju drukarni w Polsce.
W piątek w samo południe stało się to co miało się stać! Mianowicie miało miejsce uroczyste otwarcie NISZY czyli pierwszych Targów Książki Niezależnej i Artystycznej. 

Organizatorem wydarzenia była Fundacja Klub Innowatora oraz Drukarnia, w której na ulicy Otwarta 12 biło serce NISZY. Część wydarzeń miała również miejsce w Bistro Narożnik, gdzie w sobotę działo się wiele dobrego. Maciek Zarański przywitał wszystkich zgromadzonych zapraszając tym samym do wspólnej uczty pod znakiem dobrej literatury, którą można było rozkoszować się w zakamarkach wyjątkowej drukarni. Miejscu w którym czuć nie tylko farbę drukarską, lecz co najważniejsze serce i pasję. Wystrój elektryzował zebranych wprowadzając w iście wyjątkowy i kameralny nastrój. Ułożenie książek dodawało gustownego smaku całej otoczce, w której zebrani czuli się jak w domu. Nie bez powodu na jednym z okien mogliśmy przeczytać „Gość w dom book w dom”.

Jedyny i niepowtarzalny klimat dostarczał nam również widok zabytkowych maszyn drukarskich co powodowało, że mogliśmy poczuć się niczym w muzeum typografii. Mogliśmy podziwiać składy i stoły zecerskie, a nawet dowiedzieć się do czego służy winkielak zwany zamkiem zecerskim. Na mnie ogromne wrażenie zrobił widok kaszty z dwunastoma szufladami zawierającymi dwanaście różnych krojów pisma. To właśnie w tym magicznym miejscu dokonuje się druku z ruchomych czcionek. 

Maciek opowiedział zebranym o historii tego wyjątkowego miejsca jak i również wprowadził nas w alkowy druku typograficznego zwanego obecnie letterpressem, który opiera się na druku z czcionek i form wypukłych. Zatem będąc świadkiem tych wydarzeń mogę śmiało potwierdzić, że Maciek Zarański w myśl własnej idei „typografia to nowy winyl” ożywił ją i nadał nowe miejsce. Dzięki takim miejscom druk z ruchomych czcionek czy wierszy odlewanych w linotypie zachowa swoją tradycję, której z pasją oddał się prezes fundacji Klub Innowatora. Na ścianach drukarni wywieszone były biogramy znanych autorów, którzy zaczynali w self-publishingu, a obecnie ich książki biją rekordy sprzedaży nie schodząc z list bestsellerów. Mogłem dowiedzieć się między innymi jak swoją karierę rozpoczynali: E.L. James, Michael Sullivan, George Orwell, Paulo Coelho, J.K. Rowling czy Stephen King.

Wśród tych nazwisk mogłem również zapoznać się z biogramami self-publisherów, którzy na targach zaprezentowali swoje książki. Bardzo cenię sobie znajomość z autorką książki „Teatr Snów” Iwoną Anną Dylewicz, która oczarowała nas nie tylko pozytywnym nastawieniem, lecz również pełnią energii, którą rozdzieliła między uczestników imprezy. Ogromne wrażenie zrobiła na nas również ilustratorka i freelanerka Pani Justyna Patecka-Lasek, która zaprezentowała nam własne projekty rysunków do tekstu książki „Nowa Baśń”. Jestem pełen podziwu wobec talentu i pasji, których efekty powalają.






















poniedziałek, 9 lipca 2018

Dziękuję za zaufanie.

To miało wyglądać zupełnie inaczej! W lipcu planowana jest premiera czwartej książki (Volgi Yerafeyenki) Olgi Popowskiej. Niestety 8 lipca o godzinie 15.23 Pani Olga odeszła od nas pozostawiając po sobie swoją twórczość. Przyznaje nie było mi dane poznać Pani Olgi osobiście, jednak kilkumiesięczny kontakt internetowy ukazał mi Ją jako mądrą i wrażliwą kobietę, a także życzliwą i otwartą na wszelkie propozycje współpracy. Nie tak dawno jeszcze korespondowaliśmy domykając wszelkie plany związane z patronatem najnowszej książki poświęconej francuskiej piosenkarce, aktorce i modelce włoskiego pochodzenia. Premiera biografii zatytułowanej „Dalida” zaplanowana jest na pierwszą połowę lipca. Pani Olgo to dla mnie zaszczyt móc patronować tej publikacji. Dziękuję za zaufanie…

Dotychczas ukazały się cztery książki autorstwa Pani Volgi. W 2011 roku nakładem wydawnictwa WCM ukazała się pierwsza książka "Wołyń. Niezręczny Temat". Autorka w tej publikacji podejmuje ważny temat spojrzenia na historię Wołynia, który zdążył być własnością kilku narodów, mających własne dowody na losy tych ziem. Pani Olga na łamach książki stara się wspomnieć niewyjaśnione momenty historyczne, by ocalić je od zapomnienia. Warto poznać historię konfliktu wołyńskiego i odpowiedzieć "na pytanie, czyja to właśnie ziemia - Wołyńska? Polska? Ukraińska? Prawosławna" Katolicka? 

Natomiast dwa lata później w 2013 roku na rynku pojawiła się książka „Seks kontra ZSRR” podejmującą tematykę walki państwa z popędami seksualnymi obywateli, którzy podejmowali próby omijania kar wynikających z zaspokojenia potrzeb seksualnych. Książka ta ukazała się nakładem wydawnictwa Novae Res.

W tym samym wydawnictwie w 2014 roku Volga Yerafeyenka wydała drugą książkę. Tym razem tematyka znacznie inna bowiem poświęcona twórczości Anny German. W książce „Anna German. Uśmiechaj Się…”, autorka pieczołowicie zebrała i przetłumaczyła wypowiedzi przyjaciół artystki, którzy dzielą się z nami swoimi wspomnieniami z lat przyjaźni. Książka jest pięknie wydaną publikacją, której dodatkowym walorem są zamieszczone fotografie z życia prywatnego i artystycznego piosenkarki, kompozytorki i aktorki. Czytając książkę można odczuć ogrom pracy Pani Volgi, która w pełni starała się ukazać ducha artystycznego autorki takich piosenek jak choćby „Człowieczy Los”, „Pomyśl o mnie” czy „Bal u Posejdona”. Przebojów można wymieniać wiele, jak i wiele dobrego można powiedzieć o tej publikacji.  Wśród osób, które zwierzyły się autorce na temat przyjaźni z Anną German możemy wymienić m.in. Krzysztofa Cwynara, Bronisława Gromnickiego, Andrzeja Bychowskiego, Olgę Mołczanową czy Jolantę Kubicką. Książka wzbogacona jest również o wywiady przeprowadzone przez dziennikarkę ówczesnego Leningradzkiego Radia panią Lidię Spadoni. Bardzo ciekawą część tej publikacji stanowi proces pracy twórczej Anny German nad kilkoma tekstami. Daje to dodatkową wartość, gdyż możemy być świadkami tego jak kształtowały się teksty kompozycji znanych i śpiewanych przez wielu miłośników w Polsce oraz poza jej granicami. Z pełną świadomością mogę zarekomendować tę książkę każdemu miłośnikowi twórczości Anny German, gdyż jest ona nie tylko książką, lecz albumem stawiającym pomnik artystce, której imieniem została nazwana asteroida (2519 Annagerman) krążąca wokół Słońca pomiędzy Marsem a Jowiszem. Dla mnie publikacja ta ma dodatkowe znaczenie, gdyż została podarowana przez Jej Autorkę.

Trzecią książką Volgi Yerafeyenki jest publikacja zatytułowana „Irena Jarocka. Tam, gdzie serce, tam mój dom”. Nakładem krakowskiego wydawnictwa Petrus autorka ofiaruje nam bogatą wiedzę na temat ikony polskiej piosenki. Książka poparta jest wspomnieniami najbliższych Ireny Jarockiej. Pani Volga nie ukrywa, że „zetknięcie się z osobowością Ireny Jarockiej, z jej filozofią życiową odpowiedziało na kilka moich głęboko ukrytych pytań do życia i bezwarunkowo, choć stanowczo, wpłynęło na moją teraźniejszą osobowość”. Natomiast dla mnie jako czytelnika tej książki nie sposób ukryć ogromu pracy oraz serca jaki Autorka publikacji włożyła w jej powstanie. Na łamach tego właśnie wydawnictwa Artystkę wspominają m.in. Henryk Jarocki, Jerzy Partyka, Maria Wit-Godwod, Marian Zacharewicz, Barbara Dunin i wielu innych przyjaciół Ireny Jarockiej. W książce możemy zapoznać się również z kilkoma tekstami wywiadów jakie piosenkarka udzieliła w radiu czy prasie. Myślę, że każdy kto kocha takie melodie jak „Kawiarenki”, „Wymyśliłam Cię” czy „Motylem Jestem” obok dyskografii powinien mieć książkę, która wzbogacona jest w wiele fotografii ilustrujących dorobek artystyczny Ireny Jarockiej.

Kolejna książka, której premiera przewidziana jest na pierwszą połowę lipca to ogrom pracy jaki Olga Popowska włożyła by swoim czytelnikom zaprezentować biografię Dalidy, francuskiej piosenkarki, aktorki i modelki włoskiego pochodzenia. Pani Olga często wspominała również, iż matką chrzestną książki, która ukaże się nakładem wydawnictwa Dygresje jest Pani Mariola Pryzwan.

Pani Olga z wykształcenia była kulturologiem – antropologiem i animatorem kultury. Znając dorobek jakim nas obdarowała możemy być pewni, że wykształcenie, które posiadała było właściwie spożytkowane dla nas wszystkich. Znając plany o których kilkakrotnie pisaliśmy podczas krótkiej znajomości mogę zapewnić, iż książka o Dalidzie nie była ostatnią w Jej planach… Pani Olga planowała napisać kolejną ciekawą książkę, jednak niestety życie napisało inny scenariusz…
R.I.P.

niedziela, 8 lipca 2018

Tak to się zaczęło 2.

Z każdym dniem tworzenie bloga było dla mnie ekscytującym doznaniem, przeżyciem, które dostarcza mi wiele frajdy z tego co robię. Nie zapomnę dnia, gdy po raz pierwszy odebrałem wiadomość z propozycją zrecenzowania książki. Odezwał się do mnie autor powieści „Pośród Bloków. Epopeja Dzielnicowa” – Piotr Sokołowski, który zapytał „Chciałby Pan zrecenzować moją debiutancką powieść?”. Nie ukrywam swojego zadowolenia. Książkę chętnie przeczytałem i z przyjemnością zrecenzowałem – o tu właśnie https://czyt-nik.blogspot.com/2017/07/spoeczna-kalka-obiecujacego-socjologa.html. Kilka dni później podobną propozycję otrzymałem od Macieja Zarańskiego, którego nie tak dawno temu miałem przyjemność poznać osobiście podczas NISZY – Targów Książki Niezależnej i Artystycznej. Maciej podesłał mi wówczas „Powrót Sowy” – swoją debiutancką powieść, którą polecam każdemu z Was https://czyt-nik.blogspot.com/2017/08/ksiazka-dla-ambitnych-czyli-kryminalna.html.

Również w pierwszych tygodniach blogowania poznałem Magdalenę Ludwiczak, której twórczość bardzo mnie zaintrygowała na tyle, że wszystkie książki przeczytałem, zrecenzowałem a tej ostatniej (lecz nie ostatniej) patronowałem https://czyt-nik.blogspot.com/2018/04/miosc-jest-tak-blisko-tuz-obok.html. Znajomość z autorką wciągających powieści przyczyniła się do poznania Pani Agnieszki Kazały z Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro. Wydawnictwo to jako pierwsze zaproponowało mi patronat książki. Była to powieść Michała Matuszaka „Bez Wytchnienia”. Zatem prędko przeczytałem i zdecydowałem, że warto patronować tej książce. Zapytacie dlaczego? A no dlatego https://czyt-nik.blogspot.com/2017/10/pietkno-religijnego-pochodzenia.html. I tak w ciągu roku działalności Czyt-NIKa patronatów książkowych uzbierało się siedem.

Kolejnym trzecim już patronatem objęta została książka Richarda Schwartza „Pierwszy Róg”. Książka ta ukazała się nakładem Wydawnictwa INITIUM. „Pierwszy Róg” to początek ciekawej i fantastycznej przygody, których kontynuacji warto wypatrywać na półkach księgarń. Recenzję pierwszej części znaleźć możecie na stronie bloga https://czyt-nik.blogspot.com/2018/04/gdzies-tam-hen-na-koncu-swiata-czyli.html.

Każdego dnia przykładałem wiele starań, by Czyt-NIK był miejsce Najlepszych Interesujących Książek. Dzięki Piotrowi Borlikowi autorowi powieści grozy „Teatr Lalek” https://czyt-nik.blogspot.com/2018/01/dziesiatego-kazdego-miesiaca.html nawiązałem owocną współpracę z Wydawnictwem Videograf. To właśnie wydawnictwo zaproponowało mi patronat książki Przemysława Piotrowskiego „Radykalni. Rebelia”, którą chętnie przeczytałem i się na tyle zafascynowałem, że z miłą chęcią patronowałem. https://czyt-nik.blogspot.com/2018/04/apokalipsa-wedug-przemysawa.html.

Piąty patronat Czyt-NIKa to zarazem pierwszy z blurbem mojego autorstwa. Mira Białkowska w wydawnictwie Literackim Białe Pióro wydała książkę „O Co Ci Chodzi?”. A więc książkę „przeczytałem, poznałem i się uśmiałem – i o to chodzi!!!” - https://czyt-nik.blogspot.com/2018/05/i-o-to-wasnie-chodzi.html.

Kolejny blurb ukazał się na szóstej książce pod patronatem Czyt-NIKa. Nakładem wydawnictwa Videograf do księgarń trafiła najnowsza powieść Joanny Jax „Syn Zakonnicy”. Warto mieć ją w swojej biblioteczce - https://czyt-nik.blogspot.com/2018/05/prawda-skrywana-latami-czyli-w.html.

Dobry początek współpracy z wydawnictwem INITIUM zaowocował kolejnym patronatem. Tym razem nad książką Wiktora Mroka zatytułowaną „Mała Baletnica”. I nie jest tajemnicą, że te siedem patronatów w ciągu roku to nie koniec bowiem w najbliższej przyszłości na polskim rynku wydawniczym pojawią się kolejne ciekawe książki, którym Czyt-NIK będzie miał przyjemność patronować. Zatem bądźcie czujni.


W ciągu roku tworzenia bloga bardzo cenię sobie poznanie Pani Katarzyny Bondy, której twórczość starałem się pieczołowicie Wam zaprezentować podczas cyklicznych weekendów. Pani Katarzyno w tym miejscu pragnę podziękować za pełną życzliwość oraz otwartość na Czyt-NIKowe działania. Serdecznie dziękuję za miłe słowa podczas spotkania w gliwickim Forum. Usłyszeć takie słowa od królowej polskiego kryminału to dla mnie zaszczyt. Serdecznie dziękuję.

Kochani. Jednak to wszystko o czym tutaj napisałem, nie powstałoby, gdyby nie Wy. To właśnie Wy tworzycie Czyt-NIK, tak to Wy jesteście jego życiem – bez Was to wszystko nie miałoby miejsca i racji bytu. Dlatego z całego serca Wam wszystkim serdecznie dziękuję i zapewniam jednocześnie, że każdego dnia tak jak zawsze dopełnię wszelkich starań by Czyt-NIK był dla Was inspiracją do czytania – Najlepszych Interesujących Książek. Już dziś blog zmienia się dla Was – razem możemy tworzyć jego przyszłość. Zacznijmy od logotypu. To Wy macie możliwość wybrać jego wizerunek. Zapraszam zatem do trwającej ankiety.

Tak na zakończenie z okazji pierwszej rocznicy Czyt-NIKa – niech literacko nam się darzy to co się marzy. Jeszcze raz wszystkim Wam z całego serca dziękuję za zaufanie, że jesteście i tworzycie Czyt-NIKową społeczność.


sobota, 7 lipca 2018

Tak to się zaczęło 1.

Kochani!!! Dokładnie rok temu 7 lipca 2017 blog Czyt-NIK rozpoczął swoje oficjalne funkcjonowanie. Pomysłodawcą powstania bloga jest moja dziewczyna Tatiana Duda, która kilka miesięcy wstecz nakłaniała mnie do jego założenia, mówiąc „Tomku tak ciekawie opowiadasz o książkach, które przeczytałeś, może powinieneś pisać o tym i dzielić się ze znajomymi swoimi emocjami z przeczytanych książek”. Może zabrzmi to nie skromnie, ale w rzeczy samej tak było. Często zbywałem te słowa mówiąc „Ok, kiedyś… kiedyś założę”. I tak z początkiem lipca po obwitym obiedzie zasiadłem przez laptopem…

Tak więc z zamiłowania do książek i chęci dzielenia się tymi Najlepszymi Interesującymi Książkami powstał Czyt-NIK. Celem bloga nie jest krytykowanie Autorów i ich książek, lecz ukazywanie tych (moim zdaniem) najlepszych, najciekawszych i najbardziej wartościowych, które warto każdemu polecić. Jak przeczytać możemy w zakładce „O mnie” -  Czyt-NIK w swoim założeniu nie ma na celu krytykować, ponieważ autor bloga uważa, że krytyk to osoba która mówi, że zrobiłaby coś lepiej gdyby tylko potrafiła”. Zatem założeniem założenia bloga było promowanie czytelnictwa poprzez rekomendowanie ciekawych pozycji literackich.

Zanim blog powstał na swojej liście miałem już sporo przeczytanych książek. Wiele z nich wzbudzało we mnie mnóstwo rozmaitych emocji, którymi dzieliłem się z najbliższymi. Słowa Tatiany o założeniu bloga stawały się dla mnie coraz bardziej realne. Z kolejną książką myśli o założeniu bloga coraz częściej zaczęły kiełkować w mojej głowie. Po przeczytaniu książki „Gracze” autorstwa Renaty Chaczko (Deusing) pomyślałem, że jest ona tak rewelacyjna, że trzeba nie tyle co powiedzieć, ale wykrzyczeć światu, że na półkach księgarń pojawiła się tak rewelacyjna książka. Wzbudziła we mnie ona wiele emocji, którymi postanowiłem się podzielić. Dlatego też między innymi za sprawą tej książki powstanie bloga stało się rzeczywistością. Książce „Gracze” poświęciłem swoją uwagę w zakładce „Rekomendowane”. Swoją drogą od razu sięgnąłem do drugiej książki Pani Renaty zatytułowanej „Aż do DNA” która również wzbudziła we mnie wiele emocji. Recenzję tej książki poznacie jeszcze w te wakacje. Zatem worek książkowych obfitości, którymi pragnę się z Wami podzielić został otwarty.


Jedną z pierwszy recenzji, która ukazała się w startowej jeszcze próbnej wersji bloga, była recenzja książki wywiadu-rzeki, którą Krzysztof Pyzia przeprowadził z Wojciechem Pokorą. Jeśli ktoś z Was chciałby ją sobie przypomnieć zapraszam tutaj https://czyt-nik.blogspot.com/2017/07/z-pokora-o-wielkim-aktorze.html. Przyznam, że Krzysztof Pyzia to autor wielu ciekawych wywiadów, które na długo przed powstaniem bloga przeczytałem z zapartym tchem i polecam każdemu z Was. I nie pisze tego tylko dlatego, że Krzysztof jako pierwszy autor książek podał mi swoją pomocną dłoń informując na swoim fanpage o powstaniu Czyt-NIKa. Przyjmij zatem ode mnie serdeczne dzięki.

Również wielkie dzięki kieruję w stronę Marty Matyszczak, którą miałem przyjemność poznać osobiście na kilka tygodni przed utworzeniem bloga. Spotkanie z okazji premiery debiutanckiej książki „Tajemnicza Śmierć Marianny Biel” odbyło się w katowickim Bookszpanie. Recenzję tej książki znajdziecie tutaj https://czyt-nik.blogspot.com/2017/07/tajemnicza-smierc-marianny-biel-marta_3.html. Marta również bardzo życzliwie przyjęła Czyt-NIK to świata blogowego i literackiego informując razem z Guciem w poście w Kawiarence Kryminalnej o powstaniu bloga. Nie ukrywam, że odczułem ogromną przyjemność i frajdę ze wsparcia jakie otrzymałem. Wielkie dzięki!!!

Pozostańmy jeszcze w sferze blogowego wsparcia, które uważam osobiście jest niezmiernie ważnym elementem. Zaraz po wsparciu Marty ogromnym sercem, życzliwością i całą paletą pozytywnych emocji obdarzyła mnie Kasia Sosnowicz z bloga SieCzyta, która również z córką prowadzą fanpage Majka w oparach. Kasia na swoim blogu raz po raz przypominała swoim miłośnikom o Czyt-NIKu. Kasiu ogromne dzięki kieruję w Twoją stronę. Wiedz, że jestem Ci niezmiernie wdzięczny i pamiętaj proszę, że tak jak ja na Ciebie, tak Ty na mnie możesz liczyć. Poznanie Ciebie to jedna z wielu cennych rzeczy dzięki blogowi.

Zawsze pomocną dłoń okazuje Wlodek Piasecki, który poproszony o wykonanie grafiki, znajduje czas na wsparcie. Wielkie dzięki.

Początkowo blog powstał z myślą o najbliższym gronie znajomych – tak by mogli oni przeczytać o tym co warto przeczytać. I tak z dnia na dzień ilość recenzji rosła wraz z ilością sympatyków bloga, co przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Dlatego też, gdy licznik Czyt-NIKa wskazał 1000 polubień zorganizowałem pierwszą zabawę „1 na 1000”. Pamiętam jak dziś laureatką tej zabawy została Sylwia Waligóra. Jeśli o kimś zapomniałem, to przepraszam. Jednak myślę, że słowa podziękowania należą się każdemu z Was – dziękuję za zaufanie, że jesteście i tworzycie Czyt-NIKową społeczność.

sobota, 23 czerwca 2018

Kryminalne spotkanie autorskie.

Jolanta Bartoś zaprasza nas na niezwykłe spotkanie autorskie, które na pewno zostanie w pamięci jej uczestników na bardzo długo. A to za sprawą mrożących krew w żyłach wydarzeń będących gwarantem mocnych przeżyć serwowanych przez autorkę. „Uwięzieni w Galerii Lochy” trzyma nas w napięciu, a realistyczny opis wydarzeń sprawia, iż czujemy się zakładnikami psychopatycznego człowieka ogarniętego chęcią zabijania. Autorka zaprasza nas do podziemi biblioteki, w których mieści się Galeria Lochy. To właśnie tutaj podczas spotkania autorskiego z autorem kryminałów przeżywamy chwilę grozy, martwiąc się o losy bohaterów, których wyraziście nakreśliła nam autorka kryminału. Owe spotkanie przeobraża się jednak w walkę o życie. Dreszcze emocji gwarantowane. Również i my stajemy się więźniami intrygującej fabuły ukazującej psychopatyczny obraz szaleńca. Pani Jolanta precyzyjnie ukazuje nam portret psychologiczny człowieka nasiąkniętego rządzą władzy nad innymi. Poznajemy również jego motywy działania oraz wchodzimy do gry na śmierć i życie, w której czujemy na własnej skórze oddech każdego z bohaterów. Sugestywne opisy to zasługa umiejętności autorki, która w trzeciej swej powieści zaprasza nas do mrocznego świata zamykając nas w nim na cztery spusty. Powieść ta trzyma w napięciu nie tylko ze względu na fabułę, lecz również skupia naszą uwagę poprzez precyzyjnie nakreślone portrety postaci.


Wyjątkowość klimatu grozy połączona z chłodem lochów wprowadza w wyjątkową atmosferę budzącą emocje niepokoju o losy poznanych bohaterów. Gdy nie wiadomo, czy po drugiej stronie czai się śmierć, a otwarcie kolejnych wrót jest oznaką wolności trwożnie stoimy przed obliczem strachu i niepewności. Dynamika akcji powieści połączona z zagadkowością kompozycji fabuły powodują iż brniemy w tę historię trzymając książkę z kroplami potu na skroni. Uczucie napięcia oraz trwogi o losy bohaterów towarzyszą nam od pierwszego skrzypnięcia drzwi biblioteki, za którymi toczy się kryminalna rozgrywka aż do ostatniego tchu bohaterów oraz nas – czytelników tej opowieści pełnej wartkiej akcji i kryminalnej zagadki. Autorka umiejętnie wprowadza nas w sposób myślenia i działania psychopaty jak i również pieczołowicie nakreśla sylwetki psychologiczne osób uwikłanych w szaleńczy plan mordercy. Warto sięgnąć po tę powieść. Zapewniam, że miłośnicy grozy, znajdą w niej to wszystko czego oczekują od iście mistrzowsko skonstruowanych thrillerów, które przerażają do szpiku kości, powodując, że zastygamy w bezruchu, a jedyne uczucie jakie nam towarzyszy to mocne bicie serca, które wyrywa się z klatki piersiowej krzycząc o pomoc w uratowaniu bohaterów powieści. Nie raz czytając dzieło Pani Jolanty złapiemy się na tym, iż w duchu mówimy uwięzionym „nie idź tam”, „nie otwieraj tych drzwi” krzycząc wręcz „UWAŻAJ!!!”. 


To co urzekło mnie w tej powieści to realizm fabuły powodujący, że w stu procentach współodczuwałem to co przeżywali uwięzieni - strach przed spojrzeniem oprawcy prosto w oczy, lęk przed spotkaniem twarzą w twarz, obawę przed utratą życia, lecz również i siłę do podjęcia z oprawcą walki wręcz. Często nawet zadawałem sobie pytanie jakbym zachował się w takiej sytuacji – czy schowałbym się w bezpiecznym, niewidocznym miejscu i czekał na przybycie pomocy, czy może jednak podjąłbym próbę obezwładnienia psychopaty. Jolanta Bartoś stworzyła nie tylko bardzo ciekawą i ujmującą powieść, lecz również ofiaruje swoim czytelnikom książkę nacechowaną psychologicznymi zachowaniami w obliczu strachu, niepewności i zagrożenia naszego życia. Autorka zaprasza nas nie tylko do poznania trwożnej historii, lecz również zachęca do pewnego rodzaju analizy ludzkich zachowań w obliczu sytuacji związanych ze strachem, obawą o życie nasze i naszych bliskich. Warto sięgnąć po tę powieść nie tylko ze względu na ciekawie spędzony czas, lecz również ze względu na wartość jej przesłania. Fabuła książki nasuwa na myśl popularne w ostatnich latach Escape Roomy, z tą jednak różnicą, że w książce walczy się o życie, a we wspomnianych pokojach musimy rozwikłać zagadkę, by wydostać się z pokoju. Jedno jest pewne dzięki powieści „Uwięzieni w Galerii Lochy” moja wycieczka do Escape Roomu to tylko kwestia czasu. A jeśli chodzi o czas to lektura „Niepokorna” i „Jad” dwóch wcześniejszych książek Jolanty Bartoś to jedna z najlepszych inwestycji w dobrze spędzony czas.

niedziela, 17 czerwca 2018

Strzał w dziesiątkę.

„Strzały Nad Jeziorem” to trzeci mistrzowski hattrick Marty Matyszczak. Mało kto jak właśnie autorka serii „Kryminał Pod Psem” potrafi wstrzelić się w dziesiątkę trzeci raz z rzędu. A jest to zapewne zasługa nieziemskiego poczucia humoru Pani Marty, która dzieli się nim z nami w przezabawnych kryminalnych przygodach przesympatycznego Gucia – psiego detektywa. Podczas lektury „strzałów” humor celnie trafia w nasze endorfiny rozbawiając nas do szpiku kości, powodując, że nasze „ogumienie brzuszne” drga w najwyższym stopniu skali Richtera. Jednak trzęsienie to nie powoduje skutków ubocznych, wręcz przeciwnie zrzuca nadmiary naszych kilogramów niczym u Róży, która w tej części występuje w wersji fit. Przyznaję, że czytając książkę „wpadłem jak żwirek do kociej kuwety”, a Marta Matyszczak na bogato serwuje nam ogromny zastrzyk śmiechu, dobrego humoru oraz świetnie skrojonej kryminalnej intrygi. Na bogato również autorka przyodziała Solańskiego, który po otrzymaniu spadku zmienia swój styl życia o 180 stopni. Jeśli chodzi o styl książki, urzeka on inteligencją żartu i gracją intrygującej fabuły. Wątek relacji między Solańskim a Różą wciąga, rozbawia i również potwierdza zasadność znanego porzekadła „kto się lubi, ten się czubi”.


Czasami aż ma się chęć pacnąć tę dwójkę i przywołać do porządku, bowiem niczym fala na wezbranym morzu falują raz to przyciągając, raz odciągając się od siebie. Na szczęście na straży stoi dzielny, wyszczegadany Gucio, sympatyczny pies, którego nie sposób nie lubić za bystrość umysłu, czy też pomocną dłoń nie tylko w życiowych sprawach, ale przede wszystkim w rozwikłaniu kryminalnych zagadek. I tym razem po raz trzeci detektywistyczny nos nie zawiódł go ani na krok, a narracyjna zdolność przedstawiania postępowań śledztwa powoduje, że czytający pragnie dotrzymać kroku czworonożnemu przyjacielowi. Ogromne poczucie humoru serwowane w „Strzałach Nad Jeziorem” potwierdza wysoki poziom Marty Matyszczak, który pokazuje zarazem, iż autorka serii „Krymianał Pod Psem” celnie wstrzeliła się na najwyższy stopień podium literackich Oscarów w kategorii komedia kryminalna. Ok Oscar dla autorki, a dla Gucia bezgraniczna sympatia wielu z nas. Bo jak nie kochać tak cudownego psiaka, który wybroni nas z największych tarapatów, w każdej sytuacji poda pomocną łape, zrozumie nasze rozterki, a i jeszcze co najważniejsze rozbawi i rozweseli swoimi trafnymi puentami z otaczającego nas świata. „Strzały Nad Jeziorem” z każdej z niemal trzystu stron strzela do nas porcją świetnego humoru, którym zaszczepieni wystrzeliwać będziemy salwami chichotu czy niekontrolowanego śmiechu.


Brak nudy gwarantowany, a czytając tę książkę będziesz poskładany, rzecz jasna ze śmiechu, gwarantuję przeczytasz ją na jednym wdechu. Trzecia część wspomnianej serii potwierdza talent Autorki i poszedłbym nawet dalej ukazuje kolejne nowe atuty pisarskie. Gdy już znamy personalia osoby, która targnęła się na piąte przykazanie Dekalogu i powolutku zmierzamy ku końcowi tej przygody, autorka karmi nas kolejną intrygującą historią wywołaną tajemniczym telefonem do Solańskiego. Telefonem, który niczym spod gruzów wyciąga na światło dzienne wspomnienia przeszłości. Marta Matyszczak pokazuje tym samym, że nie tylko potrafi mistrzowsko nas rozbawić, rozśmieszyć, lecz również posiada niebywały talent zbudowania frapującej i trzymającej w napięciu fabuły. Czytając trzecią Jej książkę można odnieść nie mylne wrażenie, iż Autorka ewoluuje w swej karierze pisarskiej. Dodajmy karierze, której wróżę wiele sukcesów bowiem w twórczości Pani Marty czuć ogromny potencjał. Humor, dobra zabawa oraz talent konstruowania intrygi kryminalnej to przepis na sukces w literaturze. Receptę na idealne wymieszanie tych wszystkich składników posiada Marta Matyszczak. Zatem biegnijcie do Apteki z Ksiażkami i miedzy półkami z kryminalnymi komediami zanurkujcie między książkami z serii „Kryminał Pod Psem” i przeczytajcie je jednym tchem. Apsik.


„Strzały Nad Jeziorem” to bez wątpienia świetny humor, dobry kryminał a to wszystko okraszone inteligentną narracją nieprzeciętnego czworonożnego narratora. To również przepis na dobrze spędzony czas z książką do której nie raz wracać będziemy myślami. Zatem śmiech i  dreszczyk emocji gwarantowane, a to wszystko w jednej kapsułce wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Do wspomnianych wyżej emocji osobiście dopisać mogę wzruszenie, które na trzysta drugiej stronie dało się we znaki, gdyż w podziękowaniach wśród blogerów i blogerek znalazłem się i ja, za co serdecznie dziękuję. A już teraz czym prędzej w lekturze „Zło Czai Się Na Szczycie” się zaczytuje.



środa, 13 czerwca 2018

Uwikłani Tajemnicą.

Jacek Ostrowski potrafi wprowadzić swojego czytelnika w wyjątkowy nastrój tajemniczości, intrygi, a to wszystko owiane nutką włoskich klimatów niczym z pejzażu Portovenere. Autor w wyjątkowy sposób połączył historię bohaterów, których wspólnym mianownikiem jest ich przeszłość. Czytając tę powieść można wyczuć kunszt autora, który stworzył w swoim umyśle wyjątkową i ciekawą fabułę i umiejętnie po mistrzowsku przelał ją na papier. Książka jest ciekawą publikacją można nawet określić ją mianem enigmy. Rozszyfrowanie tajemniczości wszelkich splotów losów bohaterów jest nie lada atrakcją dla poszukiwaczy wyjątkowych wrażeń bowiem książka nie tylko powinna dawać nam samą treść, lecz również „wysilać” nasze szare komórki do układania fabuły niczym puzzli układających się w jedną całość. A „UT” taką właśnie książką jest. Umiejętnie utkana tajemnica to zasługa talentu pisarskiego Pana Jacka Ostrowskiego, którego twórczość na tyle mnie zaintrygowała, że postanowiłem nabyć kontynuację powieści zatytułowaną „Transplantacja”. Ciekawość Raula Gomesa jest na tyle silna, że już niebawem sięgnę i po tę lekturę, jak i również „Posiadłość w Portovenere”, która także przykuła moją uwagę. Bez wątpienia mogę przyznać Panu Jackowi tytuł mistrza tajemniczości w świecie literatury.


Wspomniana ów tajemniczość jest wyjątkowa sama w sobie, a włoski klimat powieści dodaje jej pikanterii. Warto sięgnąć po tę publikację i odbyć podróż do świata wielobarwnych emocji, które nie sposób jednoznacznie określić, gdyż ich znakiem rozpoznawczym jest wszelakość, a to powoduje, że przygoda z książką nie będzie nudna, lecz nie zapomniana niczym najciekawsza podróż naszego życia. Na słowa uznania zasługuje również okładka książki, która przyciąga wzrok minimalizmem, skupia naszą uwagę – bez wątpienia ma w sobie „to coś”, co powoduje, że zauważając ją na półce w księgarni przystaniemy i zaintrygowani weźmiemy ją do rąk. Zachęcam by nie tylko na chwilę dzierżyć ją w dłoniach, lecz proponuję by treść w niej zawartą zaprosić do swojego świata. W zasadzie wszystko w tej książce jest uwikłaną tajemnicą od okładki począwszy, poprzez tytuł a na wyjątkowości fabuły skończywszy. Główną bohaterką jest Julita Bellucci  - właścicielka hotelu, jednak wielowarstwowość kompozycji sprawia, że również ojciec Julity, czy też kucharz pensjonatu, a także pięciu tajemniczych gości hotelu wysuwają się na pierwszy plan powieści. Każda ze wspomnianych postać buduje w nas odpowiednie napięcie, powodujące dreszczyk emocji. Jacek Ostrowski poprzez sylwetki pięciu pensjonariuszy Villa La Fonte dotyka wielu ważnych społecznych spraw jak chociażby: wykorzystywania seksualnego, biedy, eksperymentów medycznych czy handlu żywym towarem jak i również zbrodni wojennych. Tematy jakże ważne oraz znane ludzkości od jej początków po dzień dzisiejszy. Bardzo ważną refleksją po lekturze tej książki jest świadomość faktu, że człowiek za swe złe czyny nigdy nie uniknie kary. „UT” to bez wątpienia wielowarstwowa, trzymająca w napięciu powieść podejmująca również tematykę odpuszczania win oraz zadośćuczynienia za wyrządzone zło. Czytając książkę nie raz odnosiłem wrażenie jakbym uczestniczył w spektaklu teatralnym siedząc w loży i bacznie obserwując to co serwuje nam Autor. Wspomniana teatralność dodaje książce estymy, gdyż książka nie jest tylko wydrukiem zapisanych słów, połączonych ze sobą dwustu siedemdziesięciu jeden kartek, jest czymś więcej – literacką sztuką przez duże S. Szczególne podziękowania kieruję w stronę Autora – Jacka Ostrowskiego za podarowanie mi wraz z dedykacją tej niezwykłej publikacji.


A książkę adresuję wszystkim którzy cenią w sobie ambitną literaturę i szukają w książce niezapomnianych wrażeń i wyjątkowych wspomnień z dobrą i wciągającą fabułą w roli głównej. Dodam powieścią, która buduje wyjątkowość chwili, budząc naszą wyobraźnię do życia, nadając jej kolorytu. Zapewniam Was, że podczas czytania tej książki będziecie zatrzymywać się w myślach próbując zachować tę chwilę pewnego rodzaju mistycyzmu trzymającego nas do końca a nawet długo długo później bowiem będziemy wracać do niej myślami nie raz. Bez wątpienia, bez grama wątpliwości polecam tę książkę, której przekaz zgrabnie zbudowanej akcji UTrwali się w naszej pamięci na wieki wieków.